Bajkał

Jak nie tracić nadziei? Marmolada z Passo Rolle
Październik 29, 2018
Mazda 2 na Podlasiu
Luty 9, 2019

Bajkał w najgłębszym miejscu ma 1642 m, a jego średnia głębokość wynosi 730 m. W końcówce zimy 2018 roku pokonałem w poprzek Bajkał Mazdą CX-5. Nie tylko jeździłem po zamarzniętym jeziorze, co jest tam powszechne, ale przejechałem z jednej strony na drugą. 70 km lodowej pustyni ze świadomością tej ogromnej głębi od której dzielił mnie może metr lodu.

Kiedy opowiadam o tej przygodzie wiele osób patrzy z przymrużeniem oka. Z filmów o Rosji wiemy, że transport po lodzie na Bajkale jest czymś normalnym. Z tym się zgadzam i wtedy powtarzam, że ja przejechałem w poprzek. To kolosalna różnica. Po pierwsze dlatego, że jest to prawnie zabronione i trzeba otrzymać specjalne pozwolenie. W 1996 roku Bajkał został wpisany na listę UNSECO. Zwrócono większą uwagę na potrzebę ratowania tego ekosystemu i ochronę przyrody. Nie zmienia to faktu, że nadal do jeziora trafiają tony zanieczyszczeń, a średnio w ciągu zimy około 5 samochodów tonie po załamaniu się lodu. Po drugie nawet jeśli ma się w ręku dokumenty to taka przeprawa jest niezwykle niebezpieczna. Czym innym jest poruszanie się po lodzie na nartach czy pieszo. Czym innym jest jeżdżenie po gładkim lodzie wzdłuż brzegu. Chcąc przejechać z miejscowości Babuszkin do Listwianki trzeba pokonać lodowy labirynt. Po drodze czekają różne niespodzianki. Ogromne szczeliny, kilkumetrowe zaspy czy ostre jak brzytwy kawałki lodu, które w momencie nieuwagi mogą rozerwać oponę. W miejscu gdzie pierwotnie miałem zjechać na lód było to niemożliwe. Rosjanie z uśmiechem spojrzeli w stronę Bajkału i powiedzieli – ot, 15 metrów śniegu nawiało z północy. Po Bajkale nie prowadzi żadna droga, żaden szlak z jednej strony na drugą. Zgoda, w miejscach gdzie nie jest tak szeroki będzie to możliwe, ale ja stałem na brzegu i od celu dzieliło mnie 70 km w linii prostej. Sytuacja na lodzie zmienia się z dnia na dzień. W tym bardzo aktywnym sejsmicznie regionie dochodzi rocznie do prawie 2000 trzęsień ziemi. O ile w Listwiance czy Irkucku może być to nieodczuwalne to ogromne tafle lodu pękając przesuwają się. Tworzą się szczeliny. Tworzą się lodowe grzebienie, które po zderzeniu tafli mogą ciągnąć się bez końca. Lód na Bajkale jakkolwiek mylnie może się wydawać nie jest gruby. Jezioro zamarza w dość specyficzny sposób. Ten proces rozpoczyna się już w październiku. Na brzegu zaczynają tworzyć się warstwy lodu, które stopniowo powiększając się łączą w większe tafle. Ten proces, nim jezioro zmarznie w całości, trwa czasami nawet do końca stycznia. Moja wyprawa początkowo planowana była na przełom stycznia i lutego, ale sytuacja na lodzie ustabilizowała się dopiero z końcem stycznia. Było to zbyt ryzykowne, żeby wjechać na jezioro tuż po jego zamarznięciu. Okoliczni mieszkańcy na początku zimy wpatrzeni w zamarzający Bajkał mówią o odgłosach wojny, burzy i wystrzałów. Zderzające się ze sobą tafle lodu uderzają w siebie z impetem. Morze Syberii jest ogromne – 636 km długości i 80 km maksymalnie 80 km szerokości. ??Jest to drugie pod względem wielkości powierzchni jezioro w Azji i siódme na świecie. Szacuje się, że w Bajkale znajduje się około 20% światowych zasobów powierzchniowej wody pitnej. Jego ogrom trudno jest sobie wyobrazić, bo nie mamy skali porównania. Do mnie trafił fakt, że 70 km które miałem pokonać to w linii prostej odległość z Częstochowy, mojego rodzinnego miasta, do Katowic. To zrobiło na mnie wrażenie.

Od romantyzmu do prozy życia. Takie przedsięwzięcie trzeba dobrze zorganizować. Zaproszenie na tę wyprawę dostałem od polskiego oddziału Mazdy Motor. Trafiłem do grona dziennikarzy z całej Europy, którzy w kolumnie 10 samochodów mieli pokonać Bajkał po lodzie. Podróż rozpoczęła się od dość długiej, bo prawie 9 godzinnej podróży samolotem z Warszawy przez Mińsk, Moskwę do Ułan-Ude. Sam lot był ciekawym przeżyciem, bo uświadomiłem sobie, że przez te 7 godzin lotu z Moskwy do stolicy Buriacji mam pod sobą przepiękną, dziką Rosję z Uralem i Syberią na czele. Tuż przed osiągnięciem celu w promieniach wschodzącego słońca mogłem podziwiać zamarzniętą taflę Bajkału. Niezwykły był również widok na wpływające do niego rzeki. Zimą oczywiście zamarznięte, ale te lodowe jęzory wyglądały niesamowicie. To kolejny ewenement Bajkału. Wpływa do niego około 330 rzek. Wypływa jedna – Angara, nad którą pod koniec wyprawy miałem przyjemność nocować. Lądowanie w Ułan-Ude i pierwsze minuty na lotnisku uświadomiły mi, że jestem w innym świecie. Zniknęło zachodnie zadęcie, a pojawiła się wschodnia fantazja. Syberia budziła się z zimowego snu. Mrozy ustały, a na ulicach pojawili się ludzie uzbrojeni w kilofy, którymi wykuwali lodowe bryły z chodników. To znak zbliżającej się wiosny.

Samo miasto na pierwszy rzut oka stoi na granicy dawnego świata i nowoczesności. Ten ogromny, prawie 400-stu tysięczny ośrodek życia pośrodku Syberii to miasto kontrastów. Wysokie, pięciogwiazdkowe hotele stoją tuż obok ruder z desek i kartonów. Ulice roją się od bezpańskich psów obok których mkną limuzyny, a tuż za nimi rozgruchotane, stare japońskie samochody. Na przestrzeni 100 metrów można zobaczyć tutaj przepaść, która w Europie już zanikła.

Ułan-Ude to stare, kozackie miasto. Powstało w 1666 roku. Od zawsze był to ważny punkt na linii szlaków handlowych pomiędzy Rosją, Mongolią i Chinami. W 1899 roku wraz z pierwszym składem kolei Transsyberyjskiej rozpoczął się nowy etap w rozwoju miasta. Momentami trudno uwierzyć, że na tym końcu świata (tak może poczuć się tam Europejczyk) mieszczą się trzy teatry, a w mieście aż roi się od ogłoszeń o różnych wydarzeniach kulturalnych.

Wracamy nad Bajkał. Najpierw musiałem dostać się do jego brzegu pokonując prawie 200 km przez Syberię. Droga okazała się całkiem niezła. Nawierzchnia jeśli była to nie budziła zastrzeżeń. Gorzej, że momentami po prostu znikała. Nagle i bez ostrzeżenia. Nad Bajkałem zwiedziłem muzeum poświęcone jego przyrodzie i historii. Moja przygoda na lodzie rozpoczęła się na skraju wsi Babuszkin. Mazda CX-5 z napędem 4×4 i oponami pokrytymi kolcami miała stać się moim wehikułem do pokonania bezpiecznie ponad 70 km po zamarzniętym jeziorze. Jak błędne miałem wyobrażenie o tej przeprawie przekonałem się już po godzinie. Kolumna 10 samochodów sunęła w najróżniejszych kierunkach klucząc po lodzie. Na czele znajdował się samochód EMERCOM (Ministerstwo ds. Sytuacji Nadzwyczajnych) i skuter śnieżny, który szukał na bieżąco najlepszej trasy przejazdu. Momentami miałem wrażenie, że jeździmy w kółko. Jak się później okazało musieliśmy omijać zbyt szerokie szczeliny, których nie dało się bezpiecznie pokonać. Kiedy pierwszy raz wyszedłem z auta na środku jeziora poczułem niezwykłość miejsca i pewne szaleństwo w którym biorę udział. Uświadomiłem sobie, że już nikt nigdy nie wróci w to miejsce i nie spojrzy na pokryte śniegiem góry dookoła. Pod stopami miałem czysty lód. Pod nim przejrzystą wodę. Widziałem ogromne bańki powietrza, które szukały wyjścia z tej lodowej pułapki. Wtedy też przekonałem się jak cienki jest lód na którym stoję i jak czysta jest woda z której on powstał.

Jechaliśmy dalej nieustannie zbliżając się do drugiego brzegu. Poza fragmentami czystego lodu mieliśmy śnieżne zaspy, lodowe muldy czy pokryte cienkim śniegiem połacie lodu. Poruszaliśmy się z prędkością od 5 do 100 km/h. Tych momentów kiedy można było poczuć magię ślizgania się po lodzie nie było zbyt wiele. Na kilku szkoleniach przestrzegano nas przed ułańską fantazją, która można zakończyć się tragedią. Pokonanie tego odcinka zajęło całej grupie około 6 godzin. Wliczając w to przystanki łatwo obliczyć, że średnia prędkość wyniosła ok. 15 km na godzinę.

Do brzegu dotarłem z pewną ulgą, ale również ze smutkiem. Uświadomiłem sobie, że już pewnie nigdy nie zrobię czegoś tak ekscytującego w tej części świata. Ciężko przebić coś zaplanowanego z taką fantazją. Podziwiam ludzi, którzy przez Bajkał przechodzą zimą pieszo czy przejeżdżają na nartach. Z nimi mógłbym znaleźć nić porozumienia i pewnie tylko oni w pełni mogą zrozumieć jak trudne jest pokonanie samochodem tego jeziora w zimowych warunkach.

Startując z lotniska w Irkucku z powrotem do Moskwy podziwiałem jeszcze długo syberyjskie przestrzenie. Jest to zupełnie inny i mało znany mi świat. Zimowa podróż do Rosji pokazała mi jak wąskie jest moje europejskie pojęcie odległości, przestrzeni, zimy, mrozu, ale również piękna przyrody. Przez te kilka dni napatrzyłem się na ciągnące się po horyzont pasma górskie. Trudno myśleć o nich w alpejskich kategoriach szlaków, schronisk czy rozwiniętej turystyki. Wszystko wydaje się tam takie dzikie i ogromne, że trudno się w tym odnaleźć. Zimowa Syberia, zamarznięty Bajkał to jedne z najpiękniejszych miejsc jakie podróżując od ponad 10 lat widziałem. Dopiero tam zrozumiałem co oznacza powiedzenie, że Rosja to nie kraj – Rosja to stan umysłu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *