Barmsee – podwójna magia gór

Luttensee – alpejskie lustereczko
Listopad 29, 2016
Kochel am See
Listopad 29, 2016

barmsee

Lubię ten moment kiedy Żona spojrzy na mnie z uśmiechem i powie – no jedź! Wtedy okazuje się, że ja już od rana jestem przygotowany, a ona z uśmiechem odprowadza mnie do drzwi. Tak było również i teraz w to piękne, kwietniowe, wtorkowe popołudnie. Bawaria wybuchnęła najróżniejszymi odcieniami zieleni. Ciągnęło mnie oczywiście w Alpy i długo nie zastanawiałem się nad miejscem docelowym – Barmsee i odbijający się w nim Karwendel stały się moim celem.

W drodze nad Barmsee

Dużo mówi się o świetnych niemieckich drogach. To wszystko prawda, ale ruch na nich jest moim zdaniem nieporównywalnie większy jak w Polsce. Do celu miałem niecałe 110 km drogi, z czego ponad 50 km autostradą. Reszta to podróż przez małe wioski, aż do odwiedzonego wcześniej Kochel am See, Walschensee. Stąd kilka kilometrów dzieliło mnie od Wallgau. Kierując się w stronę austryjackiej granicy po kilku kilometrach skręciłem w prawo w kierunku „Barmsee”. Cała podróż nie trwała dłużej jak 1h i 30 minut.

barmsee

barmsee

Spacerkiem po Bawarii

Mimo tego, że był to środek tygodnia nie mogę powiedzieć, żeby knajpy i górskie szlaki świeciły pustkami. Daleko temu do tłumu, ale na każdym parkingu stały samochody, a co chwila mijałem turystów i rowerzystów.

Dookoła jeziora Barmsee prowadzi szlak, który jak podają znaki zabiera 1h i 20 minut. Ja doszedłem do połowy i tam znalazłem swoje miejsce z dobrym kadrem i patrząc na zegarek domyślam się, że podany czas jest prawidłowy. Ja po niecałych 30 minutach znalazłem swój raj. Woda co prawda była mocno pofalowana podmuchami wiatru, ale im bliżej zachodu słońca tym robiło się spokojniej. Siedziałem na brzegu, słońce grzało mnie w plecy i raczyłem się świeżym pieczywem, popijanym jedną z tych lokalnych oranżad. To ciekawe, że w tym regionie będzie to już chyba piąty producent wody smakowej – pomarańcza, cytryna, jabłko i inne. Wszystkie na bazie natrualnej górskiej wody. Kosztują tyle co normalne napoje, a smakują wyśmienicie.

Za moimi plecami cały czas tętniło życie. Biegacze, rowerzyści, spacerowicze. Niemcy to ciekawy naród, bo między sobą zachowują się często bardzo hałaśliwie, ale na mój widok rozmowy cichły i co ciekawe, każdy mnie pozdrawiał – krótkie „hallo” czy „serwus”, a robi się zupełnie inaczej. Dystans znika.

barmsee

Czekając na zachód słońca

Im robiło się później tym robiło się puściej. Już po 19.00 ruch całkowicie zamarł i zostałem sam z pływającymi perkozami i śpiewającymi za plecami kosami. Przed moimi oczami wspaniale rozpościerał się przyprószony śniegiem Karwendel. Jakże było cudownie! Cisza i te górskie szepty leśne. Siedziałem tak wpatrzony w ten spektakl natury i nie mogłem wyjść z podziwu. Na moment wszystko zamarło. Wiatr ucichł i Barmsee stało się jednym, wielkim ogromnym lustrem. Zachwycony, aż nie mogłem skupić się na zdjęciach.

Zrobiło się chłodno. Góry dały znać, że u nich wiosna przychodzi później. Kiedy zaszło słońce pojawił się przyjemny chłodek. Od samochodu dzieliło mnie tylko 30 minut marszu, więc szybko się rozgrzałem. Nie spotkałem już nikogo, a kiedy doszedłem do wioski gdzie zostawiłem samochód zobaczyłem jak cudownie wieczór oplótł to miejsce ciszą.

O ile w góry jechałem z wielką radością, tak wracałem już z nieukrywanym żalem. Kolejny raz Alpy zostawiły we mnie swój ślad i sprawiły, że chcę do nich wracać jeszcze bardziej. Jest w tych górach, w tej przestrzeni, ciszy i poczuciu własnej małości taka magia, której nie rozumiem, ale która mi się bardzo podoba. Inaczej później patrzę na otaczającą mnie codzienność. Patrzę tylko w kalendarz, kiedy znowu tam wrócę…

barmsee

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *