Beskid Niski

Liechtensteinklamm – Salzburgerland
Sierpień 14, 2017
Ponidzie – niezwykła kraina
Sierpień 21, 2017

Na drodze przed sobą zobaczyłem wielką, włochatą bryłę – nacisnąłem hamulec i modliłem się tylko oto, żeby się zatrzymać. Pisk opon niósł się długo po skąpanych w mrokach nocy lasach. Zatrzymałem się dwa metry od Niego. Patrzył na mnie zdziwionym wzrokiem. Zimny pot spłynął po moich plecach, a on coś pod nosem chrumknął i powolnym krokiem odszedł w pole kukurydzy – ogromny dzik. Noc już przegrywała z dniem, a ja 1000 razy ostrożniej jechałem na kolejny wschód słońca – Beskid Niski budził się do życia. Posłuchajcie…

beskid niski

Siedząc w zajeździe pod Nowym Żmigrodem stwierdziłem, że z wiekiem stałem się cholernie sentymentalny. Ciężko namówić mnie na coś, co nie mieści się w moich ścieżkach, planach, moich ulubionych smakach i zapachach. Nowe miejsce to nowe wyzwanie. Nowe drogi, nowe panoramy. Jest w tym pewne niebezpieczeństwo popełnienia błędu, pominięcia ważnych elementów. Nauczyłem się jednak czytać już mapę nie turystycznie, a fotograficznie. Znalazłem nocleg i ruszyłem – nawigacja pokazywała tylko 300 km…

beskid niski
Jechałem spokojnie, jednak z wielką obawą straty kilku dni. Po głowie ciągle chodziło mi Podlasie i znane doskonale miejscówki na wschód słońca. Tu nie wiedziałem kompletnie nic.

W tym momencie parę uwag technicznych. Jak ktoś mówi, że Bieszczady to dzikie góry, to znaczy, że nie był w Beskidzie Niskim. Tu pytaniem o jakiś bar czy restaurację, wywołałem salwę śmiechu w sklepie. W sklepie w którym nie było pieczywa ani Coca Coli (dwie rzeczy konieczne do przeżycia). Była za to woda cytrynowa, o smaku jabłkowym za złotówkę i przeterminowane chipsy Lays. Nocleg wybrałem w samym sercu gór, żeby nie jeździć za dużo. Okazało się, że droga prowadzi do niego przed dwa brody przez rzekę, dosyć szeroką, albo 20 km dookoła przez góry… Stan pokoju oceniam jako późny Gierek z aspiracjami do demokracji w postaci dwóch dekoderów cyfrowego Polsatu i telewizorem, który oczywiście nie działał (ale był). Ciężko też spotkać tu człowieka, żeby o coś zapytać. W godzinach mojego działania w terenie, czyli od 3.00 do 8.00 i później od 16.00 do 21.00 miałem problem, żeby z kimkolwiek porozmawiać. W małopolskiej części jest zdecydowanie inaczej. Więcej sklepów, więcej barów, więcej ludzi i więcej turystów.

beskid niski

beskid niski
Wybrałem się w Beskid Niski na typowy rekonesans. Wziąłem mapę, notes i po prostu jeździłem notowałem. Wschody i zachody słońca spędzałem na fotografowaniu, a resztę dnia na jeżdżeniu i szukaniu, bo na mój gust, te miejsca najlepiej odwiedzić jesienią. Pod kątem fotograficznym mają niezwykły potencjał. Na każdym kroku jest „coś” co warto uwiecznić. Póki co przemierzyłem teren w całości samochodem, tylko dwa razy ruszając pieszo.

Co mnie najbardziej zachwyciło? CISZA i PORANNY ZAPACH TRAW. Śpiew ptaków o poranku i szczekanie psów gdy wieczorem w ciemnościach wracałem do samochodu. Ta otaczająca mnie przestrzeń. Ta trudna historia tych terenów. Trafiłem do pozostałości po miejscowości Długie. Koniec świata malowany. Brodem przez rzekę i 10 km polną drogą. Jedyni świadkowie czasów sprzed Akcji Wisła to jabłonie, grusze i czasem ogromne lipy stojące samotnie w polu. Przed wojną na tych terenach była taka bieda, że każdy kawałek ziemi był uprawiany, a lasy zajmowały tylko 30% powierzchni. Po wysiedleniu i zrównaniu z ziemią tysięcy domów, po upadku PGRów w 1989 roku wystarczyło 20 lat i lasy stanowią ponad 70% powierzchni tych terenów. W niektórych miejscach przyroda wróciła do swojego naturalnego stanu. Wyczuwa się to przemierzając nawet asfaltowe drogi w Beskidzie Niskim. Gdzieniegdzie kamienny krzyż zdradza jakąś tajemnicę, o której jednak pewnie już niczego się nie dowiemy. Można tak godzinami jeździć i nasycać się otaczającą ciszą.


Zadziwiająca jest również ilość dzikich zwierząt, które spotkałem na drodze jeżdżąc na wschody słońca. Pomijam już sarny, bo one stały jak słupki z kilometrami, ale przez drogę przebiegły mi trzy, przepiękne, ogromne jelenie. Zatrzymałem się i odprowadziłem je wzrokiem aż do lasu i aż czapkę zdjąłem, bo takie były majestatyczne. Przekleństwem tych terenów są dziki. Kilku gospodarzy strasznie się żaliło. Pola są ogradzane, pełno strachów, straszydłem, ale też myśliwych, którzy bardziej radykalnie rozwiązują problem. Widziałem przy drodze takie stadko, około 20 sztuk – rzeczywiście jak te „chłopaki” wpadną w ziemniaki, to nie ma zmiłuj…


Swoją podróż zakończyłem w Krynicy Zdrój. Zatrzymałem się na stacji benzynowej, kupiłem hot doga z parówką o smaku kebaba, która moim zdaniem smakuje identycznie jak zwykła, ale trudno i nagle, gdy nostalgia ogarnęła mnie na zakończenie podróży, oparty o samochód wpatrywałem się w las, z którego nagle wybiegła młoda sarenka, biegła prosto na mnie i zatrzymała się jakieś 2 metry ode mnie. Z wrażenia opuściłem hot doga o smaku kebaba, a sarenka spuściła głowę, jakby śmiała się ze mnie wysmarowanego ketchupem i żwawym krokiem ruszyła w las… Ot, Beskid Niski.

beskid niski

beskid niski

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!


1 Comment

  1. Paszkova pisze:

    Ależ bajecznie! Chyba już wiem, gdzie wybierzemy się następnym razem szukając spokoju 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *