W cieniu Cadini – Dolomity

Spacer w raju – Dolomity
Październik 13, 2017
W sercu gór – Dolomity
Październik 13, 2017

Lubię takie wschody słońca na które dotarcie zajmuje mi 2 minuty. Tak właśnie było tego pięknego poranka w Dolomitach kiedy po prostu zeszliśmy po schodach i już od progu schroniska mogliśmy fotografować. Nie był to wyrywający z butów poranek. Światło spokojnie zapalało kolejne szczyty. Warunki nie zatrzymały nas na długo przy aparatach. Postanowiliśmy przed tłokiem na szlaku zejść do samochodu i wjechać na pobliski szczyt Sass Pordoi. Udało się nam załapać na pierwszą kolejkę do góry i tuż po 9.00 byliśmy niemal na 3000 metrów. Z góry doskonale widzieliśmy miejsca, które poprzedniego dnia odwiedziliśmy i rozpracowaliśmy kolejne możliwości tej grani (przyda się następnym razem). Sam pobyt na szczycie nie był długi, ale udało się nam trafić na dość ciekawe warunki – kotłujące się w żlebach chmury, podnoszące się z doliny obłoki czy ciekawą grę światła i cienia na pomarańczowych skałach.

Kiedy dotarliśmy na dół przełęcz znowu tętniła życiem. My szybko udaliśmy się w kierunku Arabby i dalej przez Passo Falzergo, Cortinę do Misuriny. Nad samym jeziorem z widokiem na Sorapis zjedliśmy nienajgorszą pizzę i z nadzieją ruszyliśmy do schroniska Aurozno. To jedyna w Dolomitach płatna droga, ale dzięki niej w niespełna 20 minut znaleźliśmy się pod ścianami Tre Cime. Parking zatłoczony – chyba nigdy nie widziałem tam takiej ilości samochodów! W tym całym szaleństwie okazało się, że zaparkowaliśmy 10 metrów od znajomych z Polski!! Wiedziałem, że Michał z ekipą jest w Dolomitach, ale specjalnie się nie umawialiśmy.

Okazało się jednak, że mamy podobne plany i przemyślenia – ruszyć w drugą stronę i z okolic masywu Cadini fotografować Tre Cime, Monte Paterno, no i oczywiście iglice Cadini. Dotarcie na miejsce zajęło nam około godziny. Jedynie zejście z parkingu do niewielkiej przełęczy wymagało skupienia ze względu na luźne kamienie na których łatwo się poślizgnąć. Później był to bardzo przyjemny spacer górskim szlakiem, aż do wypatrzonego wcześniej trawiastego wzgórza.

Kolejny dzień i kolejny raz trafiliśmy w punkt gdzie w rozpiętości całej optyki można było spokojnie fotografować. Nawet fakt, że w jedynym czasie było tam 7 fotografów nie sprawił, że ktoś komuś wchodził w drogę. W bardzo sympatycznej atmosferze doczekaliśmy do zachodu słońca. Ekipa Michała została na miejscu z namiotem, a my wróciliśmy już w ciemnościach na parking. W schronisku Aurozno byliśmy około 22.00 i pani na recepcji zaoferowała nam jedynie 3 miejsca w 3 różnych pokojach. Od 22.00 nie ma tam prądu, ani ciepłej wody, więc wybraliśmy opcję kolejnej nocy w namiocie. Na parkingu istnieje wiele miejsc dogodnych do rozłożenia namiotu. My wybraliśmy najwyższy poziom, gdzie po prostu na asfalcie postawiliśmy w 2 minuty konstrukcję i poszliśmy spać. Dookoła nas w zaparkowanych samochodach widać było nikłe światła latarek. Nam noc nie minęła zbyt dobrze, bo szalejący na zewnątrz wiatr nie dawał za wygraną i cały nasz namiot szzzzeeellleeeeśśśśccciiiiłłłł niemiłosiernie do samego rana…

Poprzedni dzień – kliknij TUTAJ 😉
Następny dzień – kliknij TUTAJ 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *