W sercu gór – Dolomity

W cieniu Cadini – Dolomity
Październik 13, 2017
Jesień w Dolomitach
Październik 18, 2017

Pobudka w namiocie rozbitym na parkingu była błyskawiczna. Wszyscy chcieliśmy jak najszybciej uwolnić się o tego szeleszczącego potwora. Słońce powoli już dawało o sobie znak, ale zanim nas uraczyło swoimi promieniami zrobiło się przeraźliwie zimno. To co działo się na skałach dookoła nas dobrze znałem. Zapalone niczym świece Cadini i płonące czerwienią w oddali Croda Rossa. Nie fotografowaliśmy zbyt długo, bo chcieliśmy jak najszybciej uwolnić się z tej mroźnej pułapki. Nad brzegiem Lago di Misurina wrócił do nas sierpień. Znowu co prawda pojawiły się tłumy turystów, a my lekko zmieszani próbowaliśmy coś zaplanować…

Usiedliśmy w wygodnych fotelach tuż przy głównym deptaku w Cortinie. Kawa powoli rozpływała się w ustach i budziła nas do życia. W pobliskiej informacji turystycznej znalazłem folder z okolicznymi kolejkami i schroniskami. Zacząłem dzwonić. Po chwili udało się nam ustalić miejsce – Rifugio Averau! Pasuje! Nowe miejsce, można dostać się do góry kolejką i na dodatek przenocują nas i nakarmią. Pozostało nam więc jedynie przedostać się przez Passo Giau i wjechać kolejką na górę. Cała logistyka zajęła nam mniej więcej 2 godziny kiedy znaleźliśmy na łóżkach kartki z nazwiskiem „Marek” – widać tyle rozumiał właściciel z nazwiska „Gospodarek” 😉 Pokój i całe schronisko były lekko „luksusowe” jak na górskie warunki. W cenie noclegu mieliśmy kolację i śniadanie. Szybko przemieniliśmy kolację na obiad i około 16.00 ruszyliśmy na pobliski szczyt Nuvolau. Podejście to koło 30 minut, ale…

…ale przywitała nas tęcza. Rozciągnięta tuż na Cinque Torri. Trudno było biec do góry kiedy dookoła mieliśmy takie piękne widoki. Z każdym krokiem robiło się ciekawiej. Tofane, Cristallo, Sorapis, a później też Formin i Croda da Lago…Ze szczytu obok schroniska mieliśmy przepiękne widoki na wszystkie strony świata. Na miejsce pleneru wybraliśmy lądowisko dla helikoptera. Płasko i wygodnie. Momentami robiło się koło nas tłoczno, ale łatwo było zmienić pozycję.

Słońce tego dnia pięknie zachodziło. Długo i leniwie. Ostatnie promienie długo muskały Civettę i skryte są La Gusselą Monte Pelmo. Kiedy już ostatnie światła zgasły nam pozostało krótkie zejście do schroniska. Dotarliśmy do drzwi już w ciemnościach. Trudno było nam uwierzyć, ale schronisko było pełne po brzegi. W naszym pokoju spało 9 osób, więc lekko po 22.00 rozpoczął się wspaniały koncert chrapiących turystów…

Poprzedni dzień – kliknij TUTAJ 😉
Następny dzień – kliknij TUTAJ 😉 – wkrótce

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *