Spacer w raju – Dolomity

Uderzył deszcz – Seceda
Październik 13, 2017
W cieniu Cadini – Dolomity
Październik 13, 2017

Jeszcze poprzedniego dnia ustaliliśmy, że odpuszczamy sobie wschód słońca. Nie była to łatwa decyzja. Kiedy pokonuje się setki kilometrów chce się wykorzystać czas w każdej sekundzie. Wiedzieliśmy jednak, że poza niewyspaniem niewiele pewnie osiągniemy, a plany na kolejny dzień były ambitne. Chcieliśmy pokonać jeden z najbardziej widokowych szlaków w Dolomitach z przełęczy Pordoi do schroniska Viel dal Pan.

Poranne życiowe obowiązki na kempingu mieliśmy szybko za sobą i udaliśmy się w kierunku Canzei przez Passo Fedaia. Droga była jeszcze w miarę pusta. Kiedy jednak dotarliśmy na Passo Pordoi spotkała nas niemiła niespodzianka – brak miejsc parkingowych. W tym nieszczęściu mieliśmy trochę szczęścia, bo znalazło się dla nas miejsce na płatnym parkingu i tam auto mogło czekać na nas bezpiecznie do kolejnego dnia. Zarzuciliśmy sprzęt na plecy i razem z rzeką ludzi ruszyliśmy do pierwszego schroniska Sass Bece. Z góry założyliśmy noc w jednym ze schronisk i już w pierwszym udało się nam wynająć pokój. Zostawiliśmy niepotrzebny sprzęt i ruszyliśmy w dalszą drogę. Już po pierwszych metrach łatwo rozumieć dlaczego jest to tak znana i uczęszczana droga. Po jednej stronie magiczne skały Marmolady z opadającymi lodowcami, a po drugiej zjawiskowa Sella z górującym Piz Boe. Do tego wszystkiego panoramy na 360 stopni z setkami szczytów, których nazw nie sposób wymienić.

Podejście z przełęczy do pierwszego schroniska zajęło nam około 40 minut. Dalsza droga prowadzi malowniczym trawersem w kierunku schroniska Viel dal Pan. Myślę, że bez przystanków na fotografowanie przejście tego odcinka pochłonąć może mniej więcej godzinę. Bezpiecznie można założyć, że 2 godziny powinny wystarczyć, żeby dotrzeć do celu. Szlak nie jest trudny. Wygodna ścieżka pośród traw, tylko niekiedy spotkać można na niej lekko strome podejścia.

Schronisko Viel dal Pan oferuje nie tylko dobrą kawę, ale i nieziemsko piękne widoki. Trudno nie zostać tu dłuższą chwilę. Kiedy dotarliśmy na miejsce było już dosyć późno i bez problemu delektowaliśmy się na zewnątrz kawą i widokami. Nasza wiedza o tym terenie była znikoma i poza kilkoma zdjęciami, które coś nam podpowiadały nie wiedzieliśmy gdzie się udać. Mało brakowało, a ja odszedłbym w przeciwnym kierunku, tracąc chyba jedno z najlepszych miejsc widokowych w Dolomitach jakie do tej pory widziałem. Ze schroniska udaliśmy się kawałek dalej do pobliskiej przełęczy skąd rozpoczęliśmy strome podejście. Lekko cofając się granią wylądowaliśmy niemal nad schroniskiem. Otoczeni ze wszystkich stron górami zgodnie uznaliśmy, że to idealne miejsce na zachód słońca. W ruch poszły najróżniejsze obiektywy, a mnogość tematów sprawiła, że nawet nie zorientowaliśmy się kiedy ostatnie promienie zgasły na oddalonym od nas masywie Pelmo. To był dobry moment na powrót do schroniska. Zeszliśmy trochę inną drogą, ale niestety każda z nich jest stroma i wymaga skupienia – łatwo zjechać na śliskiej trawie czy małych kamieniach.

Powrót bez przerw na fotografowanie zajął nam około 40 minut. Dopiero ostatnie 50 metrów podejścia do schroniska dał nam w kość i po całym dniu dało się wyczuć w nogach przedeptane kilometry. Na szczęście czekał na nas wygodny pokój i dobre piwo w schroniskowym barze. W dole widać było światła tętniących życiem dolin, a my zasypialiśmy kołysani wiatrem, który muskał skały za oknem…

Poprzedni dzień – kliknij TUTAJ 😉
Następny dzień – kliknij TUTAJ 😉

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *