Giewont

Kochel am See
Listopad 29, 2016
Wielkanocny poranek
Kwiecień 18, 2017

giewont

Z przerażeniem spojrzałem dzisiaj do mojego fotograficznego pamiętnika. Prowadzę go od samego początku, kiedy zawodowo zająłem się fotografią. Ze strachem w oczach cofałem się w czasie, aż do dnia 27 listopada 2008 roku. To już 7 lat minęło odkąd przyłapałem Śpiącego Rycerza z zupełnie innej strony. Hala Stoły. Tak niepozorne miejsce, a z takim sentymentem do niego wracam.

Jak je znalazłem? Wziąłem mapę i zacząłem szukać miejsc mi nieznanych, miejsc o których mało kto wspomina i mało kto tam był. Fotograficznie można powiedzieć, że miejsce jest nijakie, jeśli nie trafi się tam na dobre warunki. Wejście na Stoły można potraktować jedynie w kategorii wycieczki turystycznej, zresztą bardzo sympatycznej, bo szlak jest „ślepy”, więc niewielki odsetek tłumów ciągnących na Halę Ornak odbija w górę, do miejsca w którym nie ma schroniska i nie ma praktycznie nic poza trzema szałasami, ciszą i pięknymi widokami. Jak kto woli 😉

Obecnie, po przejściu orkanu „Ksawery” w 2013 roku szlak jest zamknięty. Podejście zaczyna się w Dolinie Kościeliskiej, nieopodal Bramy Kraszewskiego i Lodowego Źródła. Z notatek widzę, że potrafiłem tam wejść zimą w 50 minut i zejść w 30 minut. Szlak nie należy do trudnych, ani męczących. Nie wiem jak będzie wyglądał po wyrządzonych szkodach przez wiatr, ale wspominam go bardzo miło. W całej okazałości Hala Stoły pięknie prezentuje się z Polany Miętusiej. Przypuszczam, że również z Ciemniaka ją doskonale widać, ale ile razy tamtędy schodziłem to było już ciemno…

giewont

Byłem jednak wtedy zawzięty i za wszelką cenę chciałem być oryginalny. Nie mogłem już patrzeć na pocztówki z Kasprowego czy Morskiego Oka. Zawziąłem się i uparłem się, że zrobię tam na Stołach jakieś dobre zdjęcie. Wszedłem tam trzy razy i nic. Szlak znałem już prawie na pamięć. Próbowałem wieczorem, rano, w południe. Tego dnia, co pozwala mi przypomnieć sobie pamiętnik, miało nie być pogody. Zapisałem lakonicznie „Światła brak. Rekreacja”, co w praktyce oznaczało trening i długie czytanie książek w górach. Dalsze moje losy zapisane są w danych zdjęcia – musiałem wyjść jeszcze w ciemnościach, bo pierwsze zdjęcie w lesie zrobiłem już u góry około godziny 8.00 i z tego co dalej mogę odczytać to zostałem tam, aż do późnego popołudnia. W pamiętniku zapisałem widać na miejscu, bo bardzo nierówno i niewyraźnie: „Pękło na chwilę. Glut, zimno. Czytam. Wieje w szałasie”.

giewont

Kolejne dni przyniosły sporo dobrych fotografii po polskiej i słowackiej stronie gór. Wróciłem, zdjęcia zgrałem, a o tych ze Stołów zapomniałem. Były to inne warunki. Na takie zdjęcia nie było wtedy zapotrzebowania w kalendarzach, do których zdjęcia robiłem. Za dużo mgły, za mało gór. Wylądowało na dysku i czekało. W sumie to było tylko kilka minut kiedy słońce wstało i lekko podświetliło ciężkie, listopadowe chmury.

giewont

Otworzyłem je po 7 latach. Bez przekonania udostępniłem na facebookowej stornie Tatrzańskiego Parku Narodowego i ku mojemu zdziwieniu zdjęcie zyskało duże uznanie i otrzymało tytuł „Zdjęcie tygodnia”. Przeczytałem nawet w komentarzach, że zdjęcie fajne, ale nie ze Stołów, co bardzo mnie rozbawiało. Fotografia ma w sobie magię. Ożywia wspomnienia. Zatarło się już we mnie wszystko z tego dnia. Nie pamiętam nic, poza tym co widzę na tych kilku fotografiach. Czas nie ma tu znaczenia. Zdjęcia się nie starzeją. W nich ta zaklęta w czasie chwila trwa wiecznie. To jest w fotografii najpiękniejsze!

giewont

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *