Jesień w Dolomitach

W sercu gór – Dolomity
Październik 13, 2017
Fotograf na urlopie
Październik 22, 2017

Jesień w Dolomitach. Zacząłem pisać. Opisywać. Było tak, byłem tu, widziałem to. Przerwałem. Nie mogłem, palce same zastygły w bezruchu. Słowa napisane wydają mi się zbyt ciężkie, zbyt nie oddające tych chwil, zbyt nie pasujące do szumu wiatru i szeroko otwartych oczu duszy. Tak, to oczy duszy syciły się najbardziej nieprzewidywalnością, szaleństwem Stwórcy. Stojąc na urywającym najkrótsze myśli wietrze, przemarznięty do szpiku nagle zauważyłem jak Ktoś w niebie zapalił światło.

jesień w dolomitach

jesień w dolomitach

jesień w dolomitach

Światło

Błysnęło znikąd, a ja jak szalony nie wiedziałem w którą stronę patrzeć. Trawa poddawała się i kłaniała podczas tego spektaklu. Chmury zamarły z wrażenia. Skały milczały cierpliwie patrząc na bieg wydarzeń. Działo się. Strasznie dużo się działo. W tym teatrze nie było widowni poza dwoma szaleńcami, którzy wiele godzin w ukryciu za skałą czekali. Na co? Na co czeka człowiek w górach? Na światło? Jakie światło? Jak można czekać na coś, czego się nigdy nie widziało, na coś niepowtarzalnego, niezwykłego? Jak można czekać na coś niedotykalnego, nie dającego się zmierzyć, policzyć? Jak widać można. To głęboko w duszy ukryte pragnienie piękna, harmonii i tej pierwotnej nagości natury sprawia, że czekam. Godzinę, dwie, trzy. Patrzę w niebo bez nadziei. Tracę wiarę. Słońce znika. Anioły chcą dalej pisać i Ktoś zapala im światło. Przedziera się ono i rzuca na skały. Ot, na chwil kilka. Na moment, jakby w przekonaniu, że nikt nie widzi, że to nie ważne. Ot, błysk. Chwila ulotna, żadna jakby.

Jesień w Dolomitach

Stoję we mgle. Otaczająca mnie biel jest nienaturalna. Oczy zaczynają mnie boleć, bo nie mogę znaleźć punktu odniesienia. O, Przemek jest dwa metry dalej i też patrzy gdzieś w dal. Stoimy tak i czekamy. Czuję na sobie ruch powietrza. Jakże to dziwne uczucie być otulonym miliardami drobinek wody w tańczącej przed nami mgle. Wyczuwam, że wieje mocniej. Chwilę, coraz dłużej. BACH! Pęka nagle! Moje oczy nagle widzą coś, czego się nie spodziewały. To jak w teatrze podnosi się kurtyna, zaczyna się spektakl. Trwa krótko. Kilka kliknięć migawki przerywa górską ciszę. Czekamy dalej.

jesień w dolomitach

jesień w dolomitach

jesień w dolomitach

Cierpliwość

Siedzę na szczycie. Gdzie tylko spojrzę tam góry, doliny. Nie mieszczą mi się w głowie ilości. Miesza się wszystko, a moja głowa przestawia się z codziennej matematyki na zwyczajną obserwację. Rejestruję w sobie te widoki. Zamykam teraz oczy i widzę gładkość stoków i strzelistość szczytów. Malują się we mnie te obrazy na długo. Światło powoli przebija się przez pierzynę chmur. Promienie muskają pasma dalekie i czuję jak to światło idzie do mnie. Przechodzi przez grań na której stoję. Dotyka mnie niedotykalne. Mroźne powietrze sprawia, że wszystko jest blisko. Odległe lodowce Marmolady zdają się wylewać na mnie. Potężny Sorapis górujący nad Cortiną jest niczym krok ode mnie. Tak przejrzystego powietrza jeszcze nie widziałem. Trudno to opisać, bo piszę o czymś przeźroczystym, niewidzialnym, ubierając w widzialne słowa.

Z lekka wciągam powietrze. Od jego świeżości kręci mi się w głowie. Czy w górach jest cicho? O nie. Góry żyją. Toczą krew w swoich wnętrzach. Góry ciągle żyją, ruszają się. Za wolno jak na moje postrzeganie świata, ale one nie są martwe, nie są ciche, nie są zgaszone.

Może kogoś rozczarowałem, bo nie napisałem gdzie to dokładnie, nie napisałem jak smakowała pizza, czy ile zakrętów przejechałem na Passo Rombo. Tak. Nie ma tu treści. Są tylko uczucia, przeżycia. Moje prywatne stany duszy przelane na papier, a teraz świecące w elektronicznym świecie. Brakuje mi słów. Wiem to. Gubię myśli, nie umiem ich sprecyzować, dlatego lepiej jeszcze więcej patrzeć. Jeszcze więcej widzieć. Jesień w Dolomitach nie da się wcisnąć w słowa. Lepiej odnajduje się na zdjęciach.

Tańcząc we mgle

Góry są nieobliczane. Jesień w Dolomitach jest nieobliczana. Pojechałem bez nadziei na zdjęcia. Miał padać deszcz, a ilość słońca w ciągu dnia w prognozach wynosiła zero. Wyczekałem jednak swoje. Wymarzłem swoje. Wyszukałem swoje. Kiedy wyjeżdżałem z domu już sam w głowie nazwałem ten wpis „Brzydkie Dolomity”, ale po kilku godzinach wiedziałem, że nazwę go „Tańcząc we mgle”. Jest to wspaniałe doświadczenie. Nie da się wszystkiego zaplanować, przewidzieć i mimo wszystko warto podejmować ryzyko, porażkami brukować drogę do sukcesu. Małe promyki światła nadały sens temu czekaniu. Nic więcej nie trzeba.

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *