Kaszubskie fascynacje

Po sezonie w Międzyzdrojach
Maj 6, 2017
W norweskim raju – Lofoty zimą
Maj 7, 2017
kaszubskie fascynacje
Zmęczony widokiem plaż, kutrów i falochronów porzuciłem na dwa dni wybrzeże i udałem się na Kaszuby. Od dawna miałem zaproszenie od Bogdana, który co jakiś czas przypominał mi, że omijam tak piękne miejsce. Udało się nam dogadać czasowo i ruszyłem. Z Łeby do Linii nie miałem daleko. Po kilku latach internetowej znajomości uścisnęliśmy dłonie, wypiliśmy kawę i w drogę! Przyznam, że byłem mocno sceptyczny. Jesień jakaś już umarła, zresztą kiedyś próbowałem fotografować na Kaszubach i skończyło się to klapą. Pierwsze kilometry wcale nie zdradzały tego co nas spotka dalej…
 

 

kaszubskie fascynacje

 
Jako kierowca wykonywałem tylko polecenia. Po kilku kilometrach pierwszy przystanek. Coś tam w oddali widać. Idziemy ze sprzętem. Po chwili szczęki szukam na ziemi. Jezioro Junne. Pomost i łódki jak z moich marzeń, światło delikatne z boku, brzozy, brzozowe liście… Po kilku zdjęciach poczułem, że moje uprzedzenie do tej krainy mija. Bogdan to spokojny towarzysz plenerowy. Kiedy oboje uznaliśmy, że zaczynamy robić takie same zdjęcia co na początku postanowiliśmy jechać dalej. Opuszczając asfalt dojechaliśmy do parkingu pod Zamkową Górą. Bogdan ostrzegał, że to „bieszczadzkie” podejście, ale nie wierzyłem póki nie dyszałem jak szalony na szczycie. Na wzgórzu piękny widok. Młoda buczyna z drugiej strony. Niestety słońce siadło – wracamy.
 
kaszubskie fascynacje
 
Zaczynamy szukać noclegu i jak na zawołanie w Kamienicy Królewskiej przy sklepie znajduję przyjemny i niedrogi „hotelik”. Warunki jak za 60 zł za noc ekskluzywne! Płacę, biorę klucze i jedziemy dalej. Tu mała dygresja, bo formalności załatwiałem i mocno uśmiechniętą właścicielką. Wracam tam wieczorem i z uśmiechem coś się pytam, a widzę, że ona jakby mnie nie pamiętała. Widzi moje zmieszanie i zaczyna się śmiać – taki sam śmiech jak wcześniej – okazuje się, że to siostry bliźniaczki 😉 ale tak podobne, że do tej pory zastanawiam się czy sobie żartów ze mnie nie zrobiły.

 

 
 

Ruszamy dalej do Rezerwatu Kurze Grzędy. Po krótkim spacerze jesteśmy nad Jeziorem Wielkim. Piękny, zjawiskowy brzeg. Przedostaliśmy się bliżej wody, ale ja zaliczyłem lekką wpadkę w torf, stawiając nogę jedynie 10 cm od nogi Bogdana 😉 Kąpiel w torfie do pasa – bezcenne.

 
 
Fotografujemy przewrócone do wody drzewo. Wspaniała scena. Idziemy szybko dalej na mały punkt widokowy. Przejście pełne wrażeń, bo deski zalane wodą, a dookoła bagno. Bogdan rozłożył statyw i ruszył pierwszy. Mówi: stawiaj nogi na dwóch deskach – dwie nie powinny strzelić… Kilka zdjęć i gonitwa dalej, bo słońce już zachodzi. Jedziemy kilka kilometrów dalej nad Jezioro Lubygość. Mimo zakazu ryzykuję i jadę nad samo jezioro. To dopiero brzeg! Początkowo mocno sceptyczny, teraz szaleję przy aparacie z radości. Po chwili ryzykujemy dalej. Ruszam drogą w górę. Mój ford fiesta to auto wybitnie szosowe, ale daje rade. Nagle małe „jeziorko” i koleiny. No to klops – wracamy. Bogdan jednak nie daje za wygraną. Idzie metr przed samochodem i ledwo, bo ledwo ale przejeżdżam. Po chwili docieramy jakieś 200 metrów od Szczeliny Lechickiej. Niestety jakieś 20 minut za późno… Miejsce jednak zostanie w mojej pamięci. Wrócę tam na pewno, ale pieszo 😉
 
 
Docieramy do asfaltu, panują już całkowite ciemności. W lesie na liściach pierwszy raz sprawdziłem ABS. Żegnamy się i zapada cicha, kaszubska noc. Drogi pustoszeją, albo ja jadę jakimiś bocznymi. Hotelik cały w ciemnościach, jestem jedynym gościem. Wystrój taki, że można by kręcić horror o morderstwie w hotelu 😉 Za dnia „marmury” i inne ozdoby wyglądały dużo lepiej. Pokój był naprawdę przytulny. Wielkość i rozmach w obiekcie jednak mnie przytłoczyła. Może to dlatego, że po ciemku nie mogłem światła zapalić…
 
 
Drugi dzień dał nam w kość. ICM pokazywał deszcz i deszcz się sprawdził. Sporo pojeździliśmy, a Bogdan narobił mi jeszcze większego smaka! Jadąc tylko jedną drogą zatrzymywaliśmy się z 5 razy w pięknych punktach! Jak to się stało, że nie trafiłem w te miejsca wcześniej? Przecież to swoisty raj. Woda, lasy i do tego układa się to wszystko w piękny pejzaż. Z wielu wzniesień roztacza się wspaniała panorama. Chwilami nad jeziorami miałem przed oczami opisy przyrody Arkadego Fiedlera z książki „Kanada pachnąca żywicą”.
 
Zachwyciły mnie Kaszuby i będę w to miejsce wracał. To region inny niż wszystkie. Z jednej strony „dziki” a z drugiej strony to co wprowadził człowiek potrafi współgrać z naturą.
 

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *