Krokusy w Tatrach

Gęsi na Podlasiu
Październik 12, 2017
Przedwiośnie na Roztoczu
Październik 12, 2017

tatrzańskie krokusy

Pierwszy brzask pojawił się na niebie. Zrobiło się na tyle widno, że bez problemu mogłem ruszyć w głąb Doliny Chochołowskiej. Wyciągnąłem z bagażnika samochodu rower „Wigry III”. Szybko poprzykręcałem co trzeba i po chwili już mknąłem przed siebie. Nie jest to cud techniki, ale przemieszczałem się zdecydowanie szybciej niż pieszo. Ruszyłem kilka minut przed 6.00 i już po 7.00 przed oczami miałem szałasy na Polanie Chochołowskiej. Nigdzie nie musiałem się spieszyć. Czekałem na pierwsze promienie słońca, które budzą do życia zamknięte krokusy.

IMG_20140406_182839IMG_20140406_183036

_MG_6607

_MG_6403Zrobiłem kilka zdjęć i poszedłem do schroniska na śniadanie. Mam z tego miejsca bardzo dużo wspomnień i zawsze z sentymentem siadam przy oknie patrząc na Kominiarski Wierch. Gorąca herbata rozjaśniała myśli. Wspomnienia z końca lat 90-tych kiedy to całą paczką wędrowaliśmy po Tatrach Zachodnich. Czas się w tym miejscu zatrzymał. Zewnętrzne zmiany nie potrafią naruszyć tego co pozostało gdzieś głęboko we mnie. Z uśmiechem patrzyłem na puste krzesła i ławki, które wieczorami okupowaliśmy snując marzenia o górskich wspinaczkach. Były to czasy beztroskiej wolności.

IMG_1133

Słońce operowało po polanie wystarczająco długo. Wszystkie kwiaty były już otwarte i z radością czerpały kwietniowe promienie. Na Polanie mimo tego, że był to czwartek zaczęło pojawiać się coraz więcej ludzi. Ogarniał ich szał i na wszystkie sposoby próbowali uwiecznić krokusy i siebie w krokusach. Jedna pani zdobyła się na odwagę położenia w kwiatach i już w jej ślady poszły kolejne. Smutny widok ludzkiej bezmyślności. Sami przychodzą, żeby podziwiać piękno przyrody i swoimi buciorami niszczą to po co przyszli.

tatrzańskie krokusy

IMG_1114

tatrzańskie krokusy

Im więcej ludzi docierało na polanę tym czułem się tam coraz bardziej nieswojo. Odpiąłem przypięty do szałasu rower i delektowałem się jazdą w dół, która zajęła mi niecałe 40 minut. Wywoływałem sporo uśmiechów na czerwonym składaku, który wielu osobom kojarzy się z minioną epoką.

Wykorzystałem znajomości w Kościelisku i szybko namierzyłem pole krokusów. Tam mogłem bez problemu w ciszy i spokoju fotografować. Leżałem zatopiony w myślach i poszukiwaniu kadru, aż tu nagle bezgłośnie podszedł do mnie jamnik i szczeknął mi tuż nad uchem. Skoczyłem na równe nogi, a on ze strachu nie wiedział w którą stronę uciekać. Wszystkiego bym się spodziewał, ale nie jamnika na takim odludziu. Zrobiło się późno. Słońce skryło się za chmurami. Kolejna przygoda dobiegała końca. Pozostało jeszcze wrócić do domu… 

_MG_6548

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *