Lwów pachnie deszczem

Wiosna na Podlasiu
Listopad 29, 2017
Zima w Tatrach
Listopad 30, 2017

lwów

lwów

Lwów pachnie deszczem. Kolejny już raz. Tym razem zbierało się na deszcz, kiedy pisałem te słowa przy małym barowym stoliku zalanym piwem przez poprzedników. Nie zdołałem napisać zbyt wiele, bo przysiadł się do mnie Sasza. Przyjechał z Kijowa. Długo rozmawialiśmy o życiu po Majdanie. Pożegnaliśmy się na rozstaju dróg – ja poszedłem do pokoju, Sasza na dworzec. Długo nie mogłem przegonić z głowy widoku jego oczu kiedy mówił o zabitych kolegach na Zaporożu gdzie się urodził.

Nauka Lwowa

Głośne uderzenie pionka o plansze przebojem przerwało panujący gwar na Prospekcie Svobody. W powietrzu ciężkim od gorąca snuły się tysiące słów posyłane z ust spokojnych ludzi. Pośpiech opuścił to miejsce. Konary drzew wirowały poruszane wiatrem rozmów. Uleżał się we mnie Lwów. Upłynęło już trochę czasu od mojego powrotu. Emocje puściły i myśli uporządkowały się w mojej głowie zostawiając tylko to co potrzebne. Zbędne fakty, głosy, odgłosy poszły w zapomnienie. Pozostała tylko esencja, która przetrwa na lata. Mogę wracać w te ukryte zakamarki w mojej głowie i kolejny raz uśmiechać się do siebie.

lwów

Czas wojny

Wyjechałem z pewnymi obawami. Sam ich nie miałem, ale wszyscy dookoła dziwili się, że jadę w tak niespokojnym czasie na Ukrainę. Tłumaczyłem, że Lwów leży ponad 1200 km od Doniecka, ale jak wojna, to wojna, jak niebezpiecznie to pewnie wszędzie. Sam bym na to nie wpadł, bo jechałem na zaproszenie i w konkretnym celu. Wiedziałem, że zapraszający mnie lepiej wiedzą jak wygląda sytuacja na miejscu. Z perspektywy czasu po tygodniu spędzonym na Ukrainie jedynym akcentem, który wydał mi się dziwny byli strażnicy graniczni z karabinami w Medyce, ale czy to znowu takie dziwne? Na granicy to pewnie normalna sytuacja. Także zbłąkana kula mnie nie dosięgła, a na granicy nie wzięli mnie za rosyjskiego szpiega.

Już pierwsze kilometry za granicą pokazują jak inny jest to świat. Niby to takie podobne, ale w detalach różni się od naszej rzeczywistości. Odnoszę takie wrażenie, że Ukraińcy jeszcze nie wyrobili w sobie “zachodniego przejmowania się” rzeczami mało istotnymi. Ma być, służyć i działać – kto powiedział, że musi ładnie wyglądać?
Wjazd do Lwowa po 80 km wiosek i miasteczek, to jakby z meczu przed blokiem wpaść na Mundial. Momentalnie robi się tłoczno ze wszystkich stron, a klaksony nie śpią. Po mieście jeździ się jak po Rzymie, z tą małą różnicą, że Ukraińcy są trochę bardziej nieobliczalni. Tylko czy jadąc 30 letnim samochodem trzeba być obliczalnym?

lwów

lwów

lwów

Lwów – codzienność

Zamieszkałem w samym centrum. Z okna pokoju widziałem Ratusz. Nad moim łóżkiem wisiał ogromny portret króla Jana Kazimierza. Przez cały dzień i prawie całą noc to miasto żyje. Przez uchylone okno wpadały do mnie wspaniałe odgłosy tej niemal milionowej metropolii. Nie widziałem wielkiej różnicy między północą, a 5 nad ranem, może rano nikt na trąbce nie grał.

Dni mijały mi szybko. Zadanie miałem niezwykle trudne i czasochłonne, ale o tym innym razem. Kiedy tylko mogłem szedłem przed siebie. Wybierałem jedną z ulic, czas dzieliłem na połowę i szedłem 30 minut w jedną stronę i 30 minut wracałem. Zdeptałem w ten sposób całe centrum, a i tak miałem wrażenie, że nie wiele zobaczyłem. Ciągle coś mnie zatrzymywało. Coś fascynowało i sprawiało, że stałem i podziwiałem. Najbardziej frapowało mnie to podobieństwo naznaczone jednak takimi subtelnymi różnicami. Nie potrafię tego opisać, ale np. to tak jakbym czuł, że jestem w Krakowie i wiele rzeczy się zgadza, ale w głębi siebie wiem, że to nie Kraków. Wiele detali przypomina mi “zachód”, ale mimo wszystko jeszcze mocno trąci wschodem i światem, który u nas skrupulatnie zwalcza się od początku lat 90-tych.

Po obiedzie zazwyczaj chodziłem na Aleję Wolności (Prospekt Svoboda). Nie wiedziałem skąd tam tyle ludzi. Zasięgnąłem języka. We Lwowie wiele rodzin mieszka w małych, jednopokojowych mieszkaniach. Czasami trzy pokolenia na 15 metrach. Trzeba wyjść. Nie da się ciągle siedzieć w domu. Dzięki temu trudno znaleźć wolną ławkę, a na ulicach ma się wrażenie, że to niedziela, albo jakieś święto. Mężczyźni grają w szachy, kobiety robią na drutach, dzieci biegają po trawie. Wszystko tętni życiem. Tylko raz udało mi się znaleźć wolne miejsce na ławce i posiedzieć chwilę w tym cudownym szmerze tysiąca głosów. Okrzyki euforii po wygranej w szachy mocno odcinały się od jednostajnego potoku słów.

Lwów nocą

Lubiłem późno wychodzić na rynek. Zaczynałem spacer koło 22 i tuż przed 23 kupowałem ostatnie piwo. Knajpy już się zamykały, ale nikt mnie nie przeganiał. Siedziałem i obserwowałem spacerujących ludzi. Nie zdarzyło się, żebym jakąś twarz zobaczył dwa razy. Niezwykłe.

Czy nie bałem się tak późno spacerować po mieście? Nie. Paradoksalnie czułem się aż nazbyt bezpiecznie, bo w większości knajp siedzieli ochroniarze i co jakieś 10 minut widziałem przechadzający się patrol policji. Patrząc na twarze uśmiechniętych ludzi trudno zrozumieć takie środki bezpieczeństwa. Nikt mnie nie zaczepiał, nie widziałem też dziwnych sytuacji. We Lwowie życie toczyło się w swoim tempie.

lwów

lwów

Powroty

Czas we Lwowie minął mi w oka mgnieniu. Chciałem zatrzymać te chwile, ale były ulotne jak widok pięknych kobiet mijających mnie każdego dnia na ulicy. Każdy mężczyzna, który choć raz był we Lwowie wie o czym mówię. Mam nadzieję, że moja żona tego nie czyta, ale nigdzie na świecie nie ma tak dużego zagęszczenia pięknych kobiet jak we Lwowie. Trzeba uważać na krawężnikach, żeby potykając się zębów nie stracić. Jest też coś w tym czego się dowiedziałem, że wiele kobiet przyjeżdża do Lwowa w poszukiwaniu męża. Stroją się, przygotowują i potrafią wydać ostatnie pieniądze, odmówić sobie jedzenia, byle tylko dostać się do miasta i spotkać tam księcia z bajki.

W dzień mojego wyjazdu było zimno. Po kilku upalnych dniach powiało chłodem i w rękach znalazły się parasole. Wyjeżdżałem szerokimi ulicami ciągle nie mogąc oddalić się od centrum. Za miastem zaczęło mocno padać i spływające krople deszczu odebrały mi możliwość podziwiania tych wspaniałych wiejskich pejzaży. Trzask odbijanej pieczęci w paszporcie obwieścił koniec podróży. Kilkaset metrów i całkowita zmiana. Dobrze, że jesienią muszę wrócić do Lwowa. Została tam cząstka mnie.

lwów

lwów

lwów

lwów

lwów

lwów

lwów

lwów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *