Moje Bieszczady

Monachium – Olympiaturm
Październik 4, 2017
Park Mużakowski
Październik 11, 2017

Rzucić wszystko i ruszyć…
…ruszyć w Bieszczady. To powiedzenie należy do bardzo dobrze znanych. Bieszczady od lat były (i nadal są) synonimem spokoju, odpoczynku i ciszy. Dla wielu osób stały się też miejscem ucieczki od problemów. Również wiele osób właśnie w Bieszczadach znalazło swój sposób na życie. Odkąd tylko odwiedzam te góry to czuję, że one wciskają się we mnie po swojemu. Tworzą się we mnie „moje Bieszczady”, które w piosence KSU od lat brzmią w moich uszach kiedy tylko mijam Cisną. Do tej pory znałem jedynie góry, połoniny, doliny i przepiękne lasy. Tym razem podróżując po trasie SLOW ROAD mogłem poznać ludzi, którzy tworzą w tych górach niezwykle klimatyczne miejsca.

Spotkałem na swojej drodze ludzi, którzy się w Bieszczadach urodzili i również tych którzy na te tereny przyjechali. Łączy ich to, że niezależnie od tego jak długo tu mieszkają to nigdzie się nie wybierają i choć takie slogany jak „moje miejsce na ziemi” czy „jestem tu u siebie” brzmią banalnie to jednak w ich oczach łatwo dostrzec szczerość z jaką to mówią. Te miejsca niebawem szczegółowo opiszę na stronie SLOW ROAD, a obszerne galerie umieszczę na Facebooku, ale pomyślałem, że tutaj mogę pozwolić sobie całkowicie na prywatny, subiektywny wybór miejsc, które tworzą „moje Bieszczady”.

Po pierwsze ludzie…
Po drugie góry…

Ludzie których poznałem byli z początku nieufni. Trochę mnie to zaskoczyło, bo spodziewałem się „ciepłego” przyjęcia jak na Podlasiu czy Lubelszczyźnie. Szybko jednak rozgryzłem w czym rzecz. Kiedy telefonowałem sezon szalał w pełni i większość z nich była po prostu zajęta. Już po pierwszej herbacie okazywało się jednak, że trudno będzie szybko skończyć rozmowę i jechać dalej…

Chata Wędrowca – Ewa i Robert

Niekiedy w życiu jest tak, że coś musi się wydarzyć i drogi, które do tego prowadzą są zawiłe. Kiedy planowałem podróż za wszelką cenę chciałem przenocować w Wetlinie. Z czystego sentymentu. Naszukałem się jak szalony, bo niemal wszędzie odsyłano mnie z kwitkiem – zajęte, brak miejsc, zapraszam za rok. Z pomocą przyszedł mi pan Stanisław, który polecił mi nocleg po znajomości – jak się okazało przez kilka dni byłem sąsiadem Ewy i Roberta. Przypadek?

Po dwóch wieczorach pełnych opowieści, oglądania zdjęć i wspomnień wiem, że tak musiało być. Dzięki nim spojrzałem na Bieszczady inaczej. Dowiedziałem się jak było tutaj na początku lat 90-tych i poznałem niemal całą historię kultowej dzisiaj Chaty Wędrowca. Te rozmowy przepełniał klimat gór i tylko czasami uciekały one za linię Sanu, a z pewnością nie odchodziły dalej jak do Komańczy. Miejsce, które stworzyli jest lekkie. Koło siebie mogą siedzieć ludzie w garniturach, jak i turyści, którzy zeszli właśnie z Przełęczy Orłowicza. Ich kuchnia to kosmos – próbowałem przez kilka dni różnych dań i nie umiem się zdecydować, które smakowało najlepiej. W ciemno zamówić można wszystko z tablicy!

Muzuem Historii Bieszczad – Rafał i LeAnn

Do Czarnej Górnej dotarłem rzutem na taśmę. Kiedy tylko usłyszałem o prywatnym muzeum wiedziałem, że chcę to miejsce za wszelką cenę zobaczyć. Było mi trochę głupio, bo pojawiłem się tam tuż po 8.00. Byłem za to pierwszym zwiedzającym tego dnia. Rozmawiając z Rafałem, który w Bieszczadach się urodził, już od pierwszych chwil można wyczuć, że ta kolekcja to nie tylko kawałki metalu. To żywe i piękne historie! Niemal o każdym eksponacie można rozprawiać bez końca. Gromadzone przez lata eksponaty opowiadają dzisiaj piękne historie. Małe podwórko u ludzi o wielkim sercu – widać to już na pierwszy rzut oka. Kiedy popijaliśmy poranną kawę w świeżości jesiennego poranka wyczułem z daleka, że takie miejsce mogą stworzyć ludzie mocno zakorzenieni w tym miejscu.

Chata nad Wisołkiem – Monika i Piotr

Nie lubię takich momentów, kiedy na stole ląduje pyszna, domowa ogórkowa, a ja nie potrafię się powstrzymać… Drewniane wnętrza od samego progu wypełniły nasze rozmowy, które ucichły dopiero wtedy kiedy odjeżdżałem. Przy okazji pomogłem trochę przy naprawie zmywarki, nie przerywając wcale rozmowy. Zachodzące słońce leniwie wpadało przez ogromne okna, a ja wsłuchiwałem się w historię ludzi, którzy spełnili swoje marzenia. Drewniany dom to przygoda. On żyje razem z mieszkańcami i każdego dnia daje się poznać z innej strony. Na tym przepięknym końcu świata, w trzech kameralnych pokoikach odpoczywają ci, którzy cenią sobie rodzinną atmosferę i wspólne spacery do kurnika po jajka na śniadanie. Rozumieliśmy się niemal bez słów – w naszych oczach było widać zmęczenie i czuło się potrzebę odpoczynku. Idealnie udaje się to przy dźwięku domu, który niekiedy trzaskiem drewna daje znać, że żyje.

Zagroda Magija – Magda i Janusz

Lekko się spóźniłem. Wrześniowe słońce mocno oświetlało taras z którego zobaczyć można cały raj Magdy i Janusza. Było to niezwykłe spotkanie, bo po kilku dniach poznałem ludzi „stąd” – ich korzenie mocno zapuszczone są w bieszczadzkiej ziemi. Razem z nimi odbyłem wspaniałą podróż w czasie. W tej opowieści widziałem kolejne przenoszone domy i słuchałem o coraz to nowych pomysłach. Razem z Januszem wybrałem się też na wycieczkę drezynami rowerowymi – niezwykłe przeżycie! Pomijając fakt, że dzięki tej inicjatywie udało się uratować piękny kawałek historii, to zwiedzanie i poznawanie gór na drezynie jest naprawdę niezwykłym przeżyciem. Wyjeżdżałem od nich zauroczony ich pomysłowością, otwartością i wyczuwalną w każdym słowie radością – jesteśmy częścią tego regionu!

Gęsi Zakręt – Ania i Paweł

Dawno się tak nie uśmiałem. Trochę krępujące są takie momenty kiedy po 10 minutach rozmowy wpada się na wspólną falę i rozmowa sama płynie. Można wtedy pomyśleć, że znamy się od lat. Mimo tego, że za chwilę mieli wyjechać na upragniony urlop bez napięcia znaleźli dla mnie czas. Ich agroturystyka to bardzo przestronne i sympatyczne miejsce. Rozsiadłem się na kanapie, przez wielkie okno promienie zachodzącego słońca dawały o sobie znak. Naprawdę z żalem jechałem dalej, bo kiedy rozmowa tak się klei to ciężko ją zakończyć. Dobrze, że kiedyś do nich wrócę!

Hobbitówa – Bogdan

Hobbitówa to miejsce, które odnajdą tylko ci, którzy wiedzą gdzie ona jest. Choć z początku taka tajemniczość może denerwować, to kiedy już zasiądzie się na kanapie docenia się to, że przy drodze nie ma tabliczki i tylko ptaki wiedzą o tym raju. To miejsce mnie wyjątkowo zaskoczyło. Poznałem Bogdana, który jest nierozerwalną częścią marzenia, które spełnił. W powstanie tego miejsce włożył nie tylko czas i pieniądze – widać w tym kawałek serca, który pozostawił pod dachem z trawy. Żywy dom, który wspierają pełne liści wierzby. Miejsce gdzie prąd pochodzi ze słońca, a ciepło z glinianego pieca…

Do tej pory za moje ulubione miejsce w Bieszczadach uważałem Połoninę Caryńską. Dzisiaj powiem, że Bukowe Berdo to mój raj. Nie tylko ze względu na ogromny potencjał fotograficzny, ale głównie ze względu na panujący tam klimat. Przyczepiony do grzebienia szlak, którym wędruje się jak w marzeniach. Niemal całe Bieszczady jak na dłoni.

Kolejnym miejscem, które obowiązkowo odwiedzam jest Połonina Wetlińska. Lekko przeraziła mnie szerokość szlaku – widać, że rozdeptało go morze turystów. Pojawiło się więcej barierek. Pojawiło się na szlaku pełno ludzi w sandałach. Kiedyś też tak bywało. Pewnego razu zimną ledwo po lodzie udało mi się dobrnąć do Chatki Puchatka. Po paru minutach weszła do środka pani w kozakach. Można? Można! Nie jestem w gronie tych, którzy uważają, że Bieszczady się skończyły, bo przyszła „moda” i „komercja”. Góry są dla wszystkich i choć tęsknię za wrześniową ciszą pośród traw to czy mam na to jakiś wpływ?

Bieszczady to również (w ostatnim czasie) raj dla tych, którzy delektują się samą jazdą samochodem. Stan dróg w moich oczach poprawił się niesłychanie. Muczne, które omijałem ze względu na 1567 dziur po drodze teraz jest dostępne po drodze płaskiej jak stół. Uwielbiam odcinek z Brzegów Górnych do Dwernika. Klasyką jest oczywiście Wielka pętla Bieszczadzka, choć duży ruch na niej sprawił, że tylko wieczorami robiło się klimatycznie na maksa.

Wszystko się kończy. Wszystko się zmienia. Kiedy jednak to ja w sobie mam „moje Bieszczady” to decyzja należy do mnie. To ja decyduję na ile pozwolę zmienić się mojemu spojrzeniu na ten kawałek świata. To przecież w moich żyłach płyną wciąż wspomnienia i małe radości, które zapisały się w mojej pamięci.

Moje Bieszczady pachną świeżością jesiennego poranka. Noszą na sobie płaszcz z lipcowej mgły po burzy. Moje Bieszczady szeleszczą liśćmi na leśnej drodze. Moje Bieszczady zawsze są ciche, bo kiedy zamknę oczy 1000 kilometrów od nich to czuję jedynie lekki podmuch wiatru znad Otrytu i w oddali unoszący się śpiew ptaka w locie…

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!


8 Comments

  1. Ka Ewa pisze:

    Bardzo klimatyczne zdjęcia, widać, że kochasz Bieszczady. Z wzajemnością chyba 🙂

  2. Marzena WM pisze:

    Nigdy nie byłam, ale chcę jechać. Jakoś zawsze wolałam morze, dopiero praktycznie od zeszłego roku zaczęły mi się podobać góry i już planuję wycieczki 🙂

  3. Edyta pisze:

    Bieszczady to będzie pierwsze miejsce, do którego się wybiorę po powrocie do kraju:)

  4. Super miejsca. Do tego cudne fotografie. Bieszczady to faktycznie miejsce – odskocznie, dla wielu zapracowanych. Ja za bardzo ich nie znam, chyba powinnam poznać lepiej 🙂

  5. Beata pisze:

    Przepiękny tekst… pełen nostalgii. ..Poznałam Bieszczady wiosenną porą i każdego roku mam w planie doświadczyć ich jesienią. Jak dotąd zawsze stawało coś na przeszkodzie. ..ale dopnę swego 🙂 Od dziś uwielbiam Pana spojrzenie, tyle w nim zachwytu! 🙂

  6. Dwernik!- wróciły wspomnienia 🙂 Ta cisza, gwiazdy, oczywiście Chatka Puchatka i niemal puste szlaki z dwumetrowym skrzypem… Ech, szkoda, że z Wrocławia nie można w Bieszczady wyskoczyć tak jak na Ślężę….

  7. Marcin Pelczar pisze:

    W tym roku odkryłem Bukowe Berdo. Najpiękniejsza trasa!

  8. Aleksnadra pisze:

    Byłam w Bieszczadach, chodziłam po połoninach. Wetlina, Wołosate i inne miejsca odwiedzone 🙂 Klimatycznie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *