Monachium – Olympiaturm

Jesień w Bieszczadach
Wrzesień 20, 2017
Moje Bieszczady
Październik 10, 2017

Monachium to bardzo tajemnicze miasto. Zwiedzam je już od ponad pół roku, ale nie potrafię go rozszyfrować. Nie potrafi mnie to miasto ani zachwycić, ani nie budzi we mnie odrazy. Jestem wobec niego obojętny. Może jest po prostu za duże? Może 27 lat mieszkania w Częstochowie mnie wypaczyło i nie umiem spojrzeć z dystansem.

W Monachium brakuje mi wzgórz, pagórków. To miasto jest płaskie jak stół. Doskonale widać to z górującej nad miasteczkiem olimpijskim wieży. Budowę mierzącej 291 metrów i ważącej prawie 53 tys. ton wieży ukończono w 1968 roku. W ciągu 30 sekund, z prędkością 7m/s można przenieść się do zupełnie innego świata. Samo wyjście na taras przyprawia o zawrót głowy. Poniżej tarasu widokowego znajduje się obrotowa restauracja. Pełny obrót sali trwa 53 minuty, czyli zaczynając zupą z widokiem na centrum, można zakończyć deserem z widokiem na Arenę.

Po horyzont, na cztery strony świata widać ciągnące się miasto. Mimo tego, że Monachium to ogromny ośrodek przemysłowy i gospodarczy, to widok centrum wprawia w osłupienie. Gdzie są drapacze chmur? Biurowce ze stali i szła? Nie ma ich. To nie złudzenie. Dosłownie kilka biurowców znajduje się w różnych częściach miasta, mocno oddalonych od centrum. To mieszkańcy Monachium zadecydowali, że budynki w śródmieściu nie mogą być wyższe niż zabytkowa katedra Najświętszej Maryi Panny. Zniszczone w czasie II Wojny Światowej w 45% miasto odrestaurowano, a nie budowano od nowa. To stwarza wrażenie pewnej spójności i brak tu postkomunistycznego bigosu architektonicznego, który znam z wielu polskich, czy czeskich miast.

Patrząc z góry na miasto trudno skupić wzrok na jednym elemencie. Bardzo ciekawie wygląda miasteczko olimpijskie i otaczające je parki, tereny sportowe. Ludzie z tej wysokości wyglądają jak malutkie pionki, domy niczym pudełka zapałek. Można sycić się tą ogromną przestrzenią. Przy dobrej pogodzie jak na dłoni widać ciągnące się ze wschodu na zachód Alpy.

Odkąd mieszkam w Monachium odwiedziłem ten taras już trzy razy. Lubię to miejsce, choć fotograficznie nie jest to szczyt marzeń. Trzeba szukać detali i małych obrazów codzienności, żeby urozmaicić ten jakże gęsty widok. Dopiero w małym wycinku można zobaczyć ile dzieje się dookoła zupełnie nie związanych ze sobą historii, tak bliskich, a tak dalekich. Widać to z góry, niczym z lotu ptaka.

Czasami potrzebuję spojrzeć na świat z góry. Kilka minut w metrze, krótki spacer, winda i to uderzenie powietrza kiedy staję 190 metrów nad ziemią.

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *