Na Rysach po burzy

Historia niezwykła Jana Adamusa
Listopad 30, 2014
Lago di Braies – Dolomity
Luty 25, 2015

Było to pewnego sierpniowego dnia. Kolejny już raz zdobyłem Rysy, jak zwykle od słowackiej strony. Niepotrzebne rzeczy zostawiłem w Chacie pod Rysami gdzie nocowałem i tylko ze sprzętem fotograficznym poszedłem na zachód słońca na najwyższy polski szczyt. Pogoda tego dnia była mordercza – upał i brak powietrza dały mi w kość na podejściu. Prognozy mówiły o burzach w rejonie Łomnicy, ale na Rysach uparcie widziałem ikonę słoneczka. Razem z Mirkiem Klateckim, z którym fotografowałem wtedy w Tatrach postanowiliśmy zaryzykować. Na Przełęczy Waga zobaczyliśmy „burzę” na Łomnicy. Ciężkie chmury szły prosto na nas z tamtej strony. Słychać było uderzające pioruny. Wracać? Nie…

Chwilami się całkiem rozjaśniało, więc weszliśmy na szczyt. Po chwili jednak dopadła nas burza i biegiem uciekaliśmy ze szczytu, żeby schować się przed deszczem i piorunami. Jak znalazł okazała się wiedza z filmu instruktażowego o zachowaniu z czasie burzy w górach. Polecam to zobaczyć – nam się przydało.

Schowani pod nawisem skalnym przeczekaliśmy ulewę obserwując rwące strumienie wody płynące z góry. Kolejny raz wyszło słońce. Do szczytu mieliśmy niecałe 15 minut i kolejny raz zaryzykowaliśmy. Zerwał się letni wiatr. Szalał na szycie i dzięki temu burza odeszła daleko od nas. Wtedy właśnie, zdyszany, mokry i wystraszony wykonałem to zdjęcie. Wykonałem tego dnia jeszcze wiele inny ciekawych fotografii, ale ta podoba mi się najbardziej. Długo nie mogłem zasnąć tego dnia, przed oczami miałem ciągle ten widok połączony ze świeżością powietrza i tą niezwykłą przestrzenią jaką ogląda się z Rysów…

Pamiętam rozmowę z początku mojej fotografii z Tomaszem Gębusiem, wybitnym polskim pejzażystą. Powiedział wtedy, że na Rysach zawsze trzeba zostać do końca. Opowiedział mi swoją historię, bardzo podobną do tego co nam się przydarzyło. Po latach, a w sumie za każdym razem kiedy patrzyłem na lustro Morskiego Oka z góry, przyznaję mu rację. Zostaliśmy na szczycie zupełnie sami i tylko nam było dane oglądać te cuda na Rysach po burzy…

Komentarze są wyłączone.