Podziemia Kredowe w Chełmie

Przedwiośnie
Październik 12, 2017
Krzemionki Opatowskie
Październik 12, 2017

Kreda każdemu jednoznacznie kojarzy się z czasami nauki w szkole. Białe palce, ubrania pokryte pyłem ze startej podczas pisania po tablicy kredy. Wyobraźcie sobie jednak nie mały, kruchy kawałek szkolnego pisadła, a gigantycznych rozmiarów podziemia wydrążone w białej, miękkiej skale. Na każdym zrobi to ogromne wrażenie. Na wschodnich krańcach polski, niedaleko Lublina znajduje się jedyna w Europie zabytkowa kopalnia kredy piszącej w Chełmie. Miejsce z zewnątrz niepozorne – prosty pawilon z napisem „Podziemia kredowe” nie zdradza, że pod ulicami miasta kryją się kilometry korytarzy, które zmyślny człowiek odkrył i przez lata wydrążył.

podziemia kredowe w chełmie
Góra Zamkowa to miejsce gdzie najwcześniej powstały podziemne tunele. Służyły głównie jako średniowieczne schrony dla mieszkańców i ich majątków. Zwiedzając podziemia, możemy zobaczyć studnię z XIII wieku nazywaną „studnią zamku dolnego”. Jej głębokość robi ogromne wrażenie. Późniejsze wieki przynoszą duży rozwój prywatnych kopalni, które wydobywały kredę znajdującą się pod miastem. Ich coraz większa ilość sprawiła, że po czasie korytarze zaczęły się łączyć, tworząc ogromny, podziemny kompleks. Problem jednak w tym, że często wydobywano surowiec spod budynków, co stało się ogromnym zagrożeniem dla miasta. W przeszłości do podziemi każdy wchodził przez swoją piwnicę, więc siłą rzeczy ludzie powoli podcinali gałąź na której sami siedzieli. Kreda to nic innego jak szkielety drobnych bezkręgowców, które osadzając się na dnie jurajskiego morza przekształciły się w skałę wapienną. Grubość tego osadu sięga miejscami prawie 800 metrów, a proces osadzania szkieletów, głównie otwornic, trwał miliony lat.

Największy rozwój kopalni przypada na XVI wiek. Chełm leżał na ważnym szlaku handlowym z Lwowa do Lublina, więc mieszkańcy bez trudu sprzedawali wydobyty kruszec i utrzymywali swoje rodziny. Kreda miała różne zastosowanie – służyła do produkcji farb, pudrów kosmetycznych, lekarstw, ale stosowano ją również w malarstwie jako podłoże dla barwników organicznych, służyła do wyrobu pasteli oraz w ceramice i budownictwie. Wiek XIX przyniósł zmniejszenie wydobycia i likwidację wielu korytarzy. Im budowano cięższe kamienice tym problem stawał się większy, jak szacowano w 1845 rok aż 70% budynków nadawało się do remontu. Był to poważny problem dla rozwijającego się miasta.

podziemia kredowe w chełmie

W latach 1937 – 1939 zostaje zorganizowana pierwsza, krótka bo jedynie 300-stu metrowa, trasa turystyczna. Wojenna zawierucha odsunęła temat podziemi kredowych, do których wejścia pod groźbą śmierci okupant kazał zamurować.

Dokonywano pomiarów, ale nikt tak naprawdę nie wiedział jak długie są to korytarze i gdzie dokładnie się znajdują. Natura jednak nie śpi i podziemia same zaczęły o sobie przypominać. Nagminne stały się  pozapadane ulice, popękane ściany domów. W 1957 roku po przejechaniu ciężkiego samochodu zapadła się ulica, a istnieją również wzmianki o tym jak pod ziemię zapadła się cała kamienica. Władze miasta postanowiły zabezpieczyć podziemne korytarze, których długość oszacowano na prawie 40 km. Ciągle nie jest zbadana całość podziemi. Różne legendy mówią, że mogą one sięgać, aż 15 km poza miasto.

podziemia kredowe w chełmie

Trasa turystyczna, którą dzisiaj możemy zwiedzać chełmskie podziemia kredowe powstała w 1972 roku i ostateczny kształt uzyskała w 1985 roku. Poznawanie podziemnego świata rozpoczynamy przechodząc przez drewniane wrota do podziemi mieszczące się na ulicy Lubelskiej 55A. Schodzimy początkowo schodami w dół. W różnych jej partiach będziemy się znajdowali na różnej głębokości – czasami bez problemu słyszymy przejeżdżający nad głową samochód czy odgłos damskich obcasów stukających o chodnik. Wkraczamy do mrocznego świata – długi korytarz prowadzi nas do najciekawszych komór, które pokazują jak przed wiekami wyglądało to miejsce. Wędrówka z przewodnikiem trwa około 50 minut, a na trasie jest duża szansa na spotkanie Ducha Bielucha, który według miejscowych legend zamieszkuje podziemia. Trasa jest dostępna dla każdego. Stała temperatura +9 st.C zimą sprawia miłe wrażenie ciepła, ale latem warto pamiętać o ciepłym swetrze, bo inaczej będzie nam po prostu zimno.

Podziemia kredowe zaliczają się do zabytków najwyższej klasy. Osobiście byłem pod ogromnym wrażeniem obszaru jaki zwiedza się pod ziemią. Dwukilometrowy spacer wynosi nas nagle z dala od starego miasta. Wykute w skale miniaturowe półki w których stawiano świece i lampki do tej pory są świadkami tamtych czasów, gdzie w jeszcze większych ciemnościach pracowali ludzie.

Owa ciemność dodaje temu miejscu wspaniałego uroku – tajemniczości, niepowtarzalności, a wyłaniające się powoli mocniej oświetlone fragmenty robią jeszcze większe wrażenie. Każdy zakręt jest zagadką. Nie ma co też ukrywać, że gdy znalazłem się tam zupełnie sam to po prostu błądziłem korytarzami i nie znając drogi taki ciepły pot oblał moje plecy, mimo świadomości, że w końcu ktoś z obsługi zacząłby mnie szukać. Samotne przebywanie w tych ciemnościach było wspaniałym odpoczynkiem. Człowiek odcięty jest od świata, zamknięty w świecie kredowych korytarzy, gdzie tylko od wyobraźni zależy obraz który chce się stworzyć na zdjęciu. Od strony fotograficznej miejsce wymagające dużej cierpliwości – często naświetlanie trwało nawet 3 minuty, po czy dostrzegałem niedoskonałość kadru i wykonywałem kolejny, też na „oślep”, bo dopiero gdy światło popracowało w zakamarkach przez długie sekundy, mogłem zobaczyć to co tak naprawdę nie istnieje, bo jest zapisem 3 minut ze świata podziemi, a człowiek wzrokiem obserwując nie jest w stanie zatrzymać na tak długo obrazu w głowie i doświetlić pojedyncze szczegóły. Początkowo wszystko mnie dziwiło, zaskakiwało – nagle usłyszałem ludzkie głosy – okazuje się, że byłem przy szybie wentylacyjnym, a głos w tych podziemiach niesie się przez długi czas wypełniając echem najmniejsze zakątki.

podziemia kredowe w chełmie

Po 5 godzinach, gdy wyszedłem na górę świat wydał mi się taki oczywisty. Sam Chełm mnie zaskoczył. Gwarne ulice, restauracja pełna ludzi, ale ma w sobie coś z prowincji ten kawałek wschodniej Polski – kiwający się stolik, brudna szklanka i chłop przy stoliku obok który wyglądał jakby traktorem przyjechał z pola podpisywał jakieś umowy i zrobił swoje interesy. Za mną odbywała się rozmowa przemytnicza o wojażach na Ukrainie, a pizza która zamówiłem miała na sobie więcej cebuli niż ciasta. Dziwna rzecz, bo gdy ruszyłem w powrotną drogę do Lublina to zupełnie mi się nie spieszyło, jakaś część mnie pozostała jeszcze w podziemiach, bo takich miejsc nie zapomina się bardzo długo. Polecam!

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *