Polska Wschodnia

Zima w Tatrach
Listopad 30, 2017
Matterhorn – góra wszystkich gór
Listopad 30, 2017

polska wschodnia

Podróż nie mogłaby obejść się bez „opowieści” jak mawia mój kumpel Arek. Ona sama się napisała (Polska wschodnia ją napisała), bo Podlasie jest najlepszym pisarzem – pisze komedie, dramaty. Pisze samym sobą, a obecność człowieka w tym świecie jest tylko jakby interpunkcją, krótkim znakiem. Czuję, że pojawiłem się tam na chwilę i jakby ślad tylko zostawiłem, a ono we mnie wyryło głębokie wspomnienia. Posłuchajcie…

Kapeć na drodze

Na początku złapałem kapcia. Nie takiego zwykłego, takiego jakiego chyba nikt nie potrafiłby złapać, w miejscu najmniej dogodnym – na końcu świata. Jechałem zapatrzony we wspaniałe krajobrazy, słuchałem ciszy pól, delektowałem się ciepłym powiewem wiatru, wąchałem zapach polnych kwiatów i nagle TRACH i PSSSSSSYYYYYY… Wysiadam i już słyszę, że nie jest dobrze. Klękam pod samochód i widzę, że jest źle – bardzo źle. Oczywiście warunki – szutrowa droga, w zasięgu oka ani jednego domu, w zasięgu dwóch oczu ani jednego drzewa, żeby schować się w cieniu…Nagle odgłos silnika – JESTEM URATOWANY (bo sam tak szczerze, bo nie widziałem zmiany koła na tym piachu…) Podjeżdża samochód – patrzę listonosz (jest radość, bo jakby co to powie mi gdzie dokładnie jestem) – proszę go o pomoc, a on mówi, że nie ma czasu i jedzie dalej… No to znowu klops. Zaczynam zabierać się sam za robotę – wyciągam rzeczy z bagażnika, żeby dostać się do koła – mechanizm podtrzymujący oczywiście zapieczony i ani myśli ruszyć i nagle… zjawia się listonosz.

Sumienie listonosza

Ruszyło gościa. Wyciągnął rękawice i rękę miał jak King Kong, więc rdza poszła i koło odkręcone. Problemem pozostawał piach i lewarek, którym mieliśmy podnieść auto. Gościu jednak wymyślił, że podłożymy kamienie z pola i jakoś damy radę – zaczynamy odkręcać śruby – klucz się skrzywił (facet miał chyba za dużo siły) – jakoś cudem się udało i założyliśmy szybko zapasowe koło – oczywiście w stanie fatalnym, bo chyba on nowości nie było używane – powietrza nie za wiele, ale do cywilizacji miałem jedynie 20 km i tam liczyłem na jakąś wulkanizację. Była, ale oczywiście nie mieli takiej opony (normalka – Polska wschodnia), więc musiałem pojechać do Białegostoku, a to komplikowało moje plany, choć jak się później okazało, wyszło mi to na dobre…

polska wschodnia

polska wschodnia

Z gorączką przy aparacie

Choroba przyszła nagle. Z godziny na godzinę złapała mnie straszliwa gorączka. Wieczorem tak się nasiliła, że myślałem, że nie dam rady wyjść o własnych siłach z lasu…hmmm, lasu to mało powiedziane – z Puszczy Białowieskiej. Udało mi się uzyskać zgodę na wejście i fotografowanie w ścisłym rezerwacie tego ostatniego pierwotnego lasu na nizinach Europy. Po formalnościach w Dyrekcji Parku szczęśliwy udałem się do bramy – tu pierwsza przeszkoda. POWAŻNA przeszkoda. Komary. Nie, nie – nie taka ilość jak myślicie – 1000 razy więcej niż myślicie. Strażnik powiedział mi, że nie dam rady bez siatki pół zdjęcia zrobić – nie uwierzyłem mu – poszedłem w las i… po 500 metrach wracałem i lokalizowałem sklep ogrodniczy w Hajnówce.

Z siatką na głowie

Za jedyne 29 zł udało mi się kupić idealny zestaw – kapelusz słomkowy, siatkę pszczelarską, rękawice robocze. Założyłem to, grube moro i komary miałem gdzieś, ale przez to gorączka męczyła mnie jeszcze bardziej. Było gorąco, do tego gorączka, więc było mi jeszcze bardziej gorąco – jednym słowem GORĄCO. Wróciłem do namiotu i padłem. Jak na złość gorąco. Nastała noc i dalej gorąco i głodno… Dotrwałem do rana. O 6.00 było już tak gorąco na nowo, że uciekłem do samochodu…

polska wschodnia

Z chorobą walczyłem do samego końca – przez 4 dni. Na zmianę brałem tabletki i jechałem na rowerze do lasu, za każdym razem zapuszczając się coraz dalej. Dawało mi to jednak w kość. Najmniejszy wysiłek sprawiał, że byłem cały mokry – trzeba było wytrwać. Pozostał mi jednak niedosyt – Puszcza nie została sfotografowana tak jakbym sobie marzył – trzeba wrócić…

Polska wschodnia

Jechałem tym razem inaczej na Podlasie, bo przez Lublin i dostałem się w te jeszcze dzikie strony od Włodawy, Terespola. Gdy opuszczałem Włodawę  wyłączyłem radio na dobre. Chciałem słuchać ludzi, pól, nieba, drzew, lasów, samotnych kapliczek. Jechałem i robiło mi się żal, bo kończy się powoli moje Podlasie. Na moich oczach znikają pływające krowy, przewracają się przydrożne krzyże, brukuje się kolejne wioski. Odwiedziłem miejsca w których ostatnio byłem w październiku i one odchodzą. Znikają. Uciekają. Polska wschodnia znika powoli. Ja mogę jedynie cicho fotografować. Być tam. Jeździć może ktoś pomyśleć w kółko w to samo miejsce, bo za parę chwil ich już nie będzie – upłyną jak woda w Biebrzy. Pozostaną na fotografiach i w opowieściach. We wspomnieniach. Pozostaną w tęsknotach. Ukryją się w cichych jesienny zadumach ludzi, którzy nie zatrzymali tej degradacji, tej śmierci.

polska wschodnia

polska wschodnia

polska wschodnia

polska wschodnia

Puszcza

Las. W sumie Puszcza. Las to może się źle kojarzyć – z takim lasem jaki znamy – drzewa, drogi, ławeczka. Puszcza Białowieska – las pierwotny rośnie w tym miejscu od około 7 tys. lat. Jest to ostatnie takie miejsce w Europie. Jest to miejsce niepowtarzalne. Jest to miejsce tajemnicze. Jest to miejsce wzbudzające strach. Mało jest takich miejsc, których się boje. Stałem jednak przed bramą wejściową do rezerwatu o 3.30 i tłumaczyłem sobie w myślach, że przecież chodzę nocą po Tatrach, Bieszczadach, gdzie żyją niedźwiedzie, a boję się wejść do zwykłego lasu… No właśnie on nie jest taki zwykły. Jest w nim jakaś tajemnica o której nic nie wiem. Jest w nim jakiś potencjał, którego nie rozumiem. Czuję przed nim respekt i pewnego rodzaju strach, którego sam nie potrafię pojąć.

polska wschodnia

polska wschodnia

polska wschodnia

Po wschodzie

Nazwałem tą podróż – Polska wschodnia. Przemierzyłem i zobaczyłem najróżniejsze oblicza wschodu – byłem nad Bugiem, Biebrzą, Narwią, byłem w Białymstoku, byłem w Białowieży. Pozostawia to we mnie pewne tęsknoty – za światem, który znam jedynie ze zdjęć i opowieści, za światem który pamiętam z 1999 roku gdy pierwszy raz byłem na Podlasiu. Chodzę o bezdrożach Podlasia i po prostu tęsknie – sam nie wiem za czym, ale obawiam się, że tego już po prostu nie ma, a może ja źle szukam…

polska wschodnia

polska wschodnia

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *