Moje Rysy

Plansee – ukryty raj
Listopad 9, 2015
Mittenwald – w cieniu wielkiej góry
Listopad 29, 2015

Na Rysy raz w życiu „wbiegałem” i raz w życiu z nich „biegiem” uciekałem. Pierwszy raz w roku 2003 prawie biegnąc zdobyłem je z Adamem Śpiewakiem, a uciekałem z nich biegiem z Mirkiem Klateckim w 2011 roku. W międzyczasie byłem na Rysach jeszcze kilka razy i zawsze schodziłem niezwykle zauroczony tą przestrzenią – z Rysów można zobaczyć prawie 80 tatrzańskich szczytów i 13 większych jezior!

Był mglisty sierpniowy dzień. Były to jeszcze czasy, kiedy po górach chodziłem, wspinałem się, a nie fotografowałem. Tego dnia grubo przed świtem wyszliśmy ze schroniska w Dolinie Roztoki w kierunku Pięciu Stawów, z zamiarem wejścia na Zawrat i przejścia Orlej Perci. Pogoda jednak była kiepska. Mgła i lekko padająca mżawka. Był to chyba najlepszy moment w mojej kondycji górskiej. W połowie drogi zawróciliśmy i jakby nigdy nic, ruszyliśmy do Morskiego Oka. Tam nie było lepiej i jeszcze więcej padało. Było jednak wcześnie, więc ruszyliśmy do góry. Na początku napisałem, że prawie biegnąc, bo kondycję mieliśmy żelazną, wytrenowaną cotygodniowymi rajdami po Jurze i Beskidach. Godziny mi się w głowie już zatarły, ale pamiętam, że szliśmy tym szlakiem prawie sami. Oczywiście dalej padał deszcz, dalej nic nie było widać i mało brakowało, a przegapilibyśmy szczyt. Zostaliśmy tam dłuższą chwilę i gdy zrobiło się tłoczno zaczęliśmy schodzić. Dopiero nad Czarnym Stawem chmury rozwiał wiatr i piękna pogoda zagościła w Tatrach na długo. Pamiętam to dokładnie, bo później przez prawie dwa tygodnie wędrowaliśmy po górach. Po kilku dniach z automatu na kartę zadzwoniłem do domu: „Mamo, Tato, byłem na Rysach!”. Mieliśmy wtedy po 16 lat.

Był gorący sierpniowy dzień. Objuczeni sprzętem, jedzeniem i statywami powoli szliśmy z Mirkiem do góry. Po kilku latach nie wchodziłem na Rysy już inaczej jak od słowackiej strony i w sumie tylko po to, żeby fotografować. Uznałem to miejsce za obowiązkowe przy letnich czy jesiennych plenerach, a Chata pod Rysami stwarzała jak na Tatry wręcz komfortowe warunki. Wtarganie sprzętu do góry to spory wysiłek na zalanych słońcem stokach. To już nie złote lata mojej kondycji. Przypuszczam, że bez obciążenia wejście słowackim szlakiem można potraktować jak porządny spacer górski. Poza kilkoma łańcuchami, nad których potrzebą można by dyskutować, szlak należy do bardzo przyjemnych i w porównaniu do polskiej strony, można wręcz pokusić się o opinię, że jest dziecinnie łatwy, a do tego godzinę od szczytu znajduje się schronisko, gdzie można odpocząć, napić się i zjeść coś gorącego. Góry jednak uczą pokory i nawet szlak Doliną Kościeliską trzeba traktować z rozwagą – góry błędów nie wybaczają, a są też przy tym często nieobliczalne.

Jak to było z tym zbieganiem?
Sierpień to wybitnie burzowy czas w Tatrach. Koniec sierpnia 2011 roku nie był wyjątkiem i przez cały tydzień, codziennie, co wieczór na Tatrami szalały burze. Tego dnia również grzmiało ze wszystkich stron. Co ciekawe mój program pogodowy pokazywał burze w rejonie Łomnicy, a na Rysach piękne słońce. Kusiło to nas jak cholera, więc kiedy tylko zapanowała względna cisza wyszliśmy na Przełęcz Waga zobaczyć jak to wygląda. Było nieźle. Czarne chmury wisiały na wschodzie, a zachód czysty aż po horyzont. Poszliśmy dalej i kiedy byliśmy już na szczycie chmury ze wschodu ruszyły. Szybko. Równie szybko dwóch górskich „tasmanów” rozpoczęło odwrót. Gdzie tu się jednak schować? W ramach edukacji przed wyjazdem obejrzałem film instruktażowy jak zachować się w czasie burzy w Tatrach. Teoria została wykorzystana w praktyce. Zbiegliśmy dużo niżej, ale padający deszcz utrudniał sprawę, bo kamienie stały się bardzo śliskie. Znaleźliśmy załom skalny, po którym ukryliśmy plecaki i statywy przed deszczem i sami w sporej odległości kucając czekaliśmy do będzie dalej. Nie opieraliśmy się o skałę i byliśmy od siebie oddaleni. Wtedy to nas nawet trochę bawiło i było śmiesznie, do momentu aż piorun nie uderzył w szczyt Rysów. To się nam śmiać odechciało. W skupieniu czekaliśmy co będzie dalej. Burza jak to burza. Nie trwa wiecznie i dosłownie po 10-15 minutach pierwszy promień słońca przedarł się przez chmury.

Znowu biegiem na szczyt? Do biegu było nam daleko, ale wpadłem na środkowy wierzchołek tak zdyszany, że musiałem długo łapać oddech. Nie tracąc czasu rozstawiałem statyw, żeby uchwycić odchodzącą na zachód burzę. Mirek wdrapał się na najwyższy z wierzchołków i tak siedzieliśmy sobie tam, aż do zachodu słońca, który nie szykował się zbyt ciekawie. W powietrzu ciągle czuło się energię, jaką burza zostawiła po sobie. Pakowałem się już, gdy nagle ze skał obok usłyszałem jedno z łacińskich słów, które mogło oznaczać dwie rzeczy – albo Mirek się przewrócił, albo dzieje się coś niezwykłego. W tym przypadku była to druga opcja, bo nie wiadomo skąd na zachodzie słońce błysnęło niczym zapalona żarówka. Zdałem wtedy egzamin z błyskawicznego rozstawiania sprzętu. Trwało to może dwie minuty, po czym słońce zgasło. Zaczęliśmy powolny powrót do Chaty pod Rysami.

Schronisko, schron, baza. Trudno znaleźć mi jakieś słowo, żeby opisać nim Chatę pod Rysami. Z pewnością jest to niezwykłe miejsce. Z dala od cywilizacji, bez prądu, wody. Noclegi zaliczam do niezapomnianych przygód. Kiedy ostatnio tam spałem nie było nawet dawnych prycz, tylko na materacach spaliśmy na ziemi. Ile osób? Trudno powiedzieć, bo w ciemnościach nie widać, a grubo przed wschodem ludzie zaczynają wychodzić. Chyba nigdzie indziej na świecie nie smakują tak kluski na parze z gulaszem! Może to wysokość i zmęczenie, ale każdy nocleg tam wspominam z sentymentem.

Rysy co roku przyciągają tysiące zdobywców. Jest w nich zaklęta magia. Nie chodzi tu tylko o wysokość, a o ten widok, który trudno porównać z innymi. Lubię wracać w to miejsce. Jest taki moment w czasie podejścia od słowackiej strony, że góra wydaje się nieciekawa, a podejście nuży. Po chwili jednak wychodzi się na wierzchołek i wtedy człowiek stoi, patrzy i trudno cokolwiek powiedzieć. To jest najpiękniejsze!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *