Stocznia. Przemijanie.

Mittenwald – w cieniu wielkiej góry
Listopad 29, 2015
Alpejski Nowy Rok
Listopad 29, 2015

Pamiętam, że tego dnia wiał porywisty wiatr. Tyle zapamiętałem. Słońce pojawiało się na niebie, a później znikało za chmurami. Pogoda nie potrafiła się zdecydować, czy to jeszcze wrześniowe babie lato, czy już pierwsze chłodne dni jesieni.

Kilka dni przed wizytą w Trójmieście wysłuchałem audycji radiowej w której zastanawiano się jak Gdańsk będzie wyglądał bez stoczniowych żurawi, które stały się symbolem tego miasta. W ich miejscu miały powstać tereny inwestycyjne i place pod nowe apartamenty. Będąc tak blisko chciałem uwiecznić je na zdjęciach. Był wrzesień 2012 roku.

Wiało. Strasznie wiało. Podszedłem przed bramę. Zobaczyłem, że jest otwarta, bo na terenie stoczni odbywało się jakieś spotkanie, czy piknik polityczny. Ludzie swobodnie wchodzili i wychodzili, więc skorzystałem z okazji i wszedłem na teren zakładu „ikony”. Miejsca przemian. Miejsca naznaczonego. Miejsca „Symbolu”.

Minąłem namiot w którym odbywało się „coś”. Kompletnie nie interesowało mnie „co” i „po co”. Poszedłem dalej. Trochę nie wierzyłem w to, że z aparatem na szyi spaceruję sobie po stoczni. Podszedłem blisko dźwigów. Minąłem kilka opuszczonych magazynów. Świat roślin zaczynał przejmować władzę w tym miejscu. Winorośle z impetem wdzierało się do tętniących niegdyś życiem biur i hal. Minęło mnie kilku „stoczniowców”. Słońce skryło się za chmurami. Wiało strasznie, woda uderzała o brzegi mostu po którym szedłem. W uszach tylko szum i plusk wody.

Dopiero po godzinie kiedy sam podszedłem w okolice budki ze strażnikiem, o kilkanaście minut drogi od bramy, ktoś zapytał mnie co tu robię. Mówię, że zwiedzam, więc pożegnany „ku..ami” i innymi pozdrowieniami się wycofałem i już bez wyciągania aparatu zacząłem iść w kierunku wyjścia. Porażał mnie ogrom tego zakładu i taka pustka. Chodniki pełne niegdyś odgłosu ludzkich kroków. Puste doki.

Sam jestem dzieckiem „przełomu”. Urodziłem się jeszcze za komuny, ale kompletnie jej nie pamiętam, bo znajome mi czasy to już guma Donald i kolorowe telewizory, początek lat 90-tych. Wiem, że ta Stocznia znaczyła wiele i dla wielu znaczy bardzo dużo do dzisiaj. Pamiętam, że odwiedziłem ją w dzieciństwie z dziadkiem. Stał przed bramą i płakał. Kompletnie tego nie rozumiałem. Nie rozumiem tak naprawdę do dziś, bo mimo, że Stocznia jest symbolem, to jestem zbyt młody, żeby to zrozumieć.

Nie rozumiałem łez dziadka. Nie rozumiem dzisiaj dlaczego upada tak wielki zakład. Polityki nie lubię i nie rozumiem, ale obawiam się, że to ma coś z nią wspólnego.

Wiało strasznie. Kiedyś dziadek płakał. Stocznia przeminęła. Na moich oczach.

P.S
Nie ukrywam, że do sięgnięcia po te zdjęcia zainspirował mnie artykuł w marcowym numerze miesięcznika „Poznaj Świat” 3/2015 pt.” Była sobie Stocznia”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *