To się opłaca

Lofoty
Listopad 21, 2017
Saal Digital
Listopad 23, 2017

– Co robisz?
– A nic, w pracy jestem…

To jeden z moich ulubionych dialogów. Często zadaję to pytanie znajomym do których dzwonię, a wiem, że pracują spokojnie na etacie. Oczywiście nie jest to generalizowanie i wrzucanie wszystkich do jednego wora, tylko luźna obserwacja. Ta swoboda wynika moim zdaniem z tego, że człowiek z natury lubi lawirować, ściemniać i dbać o siebie – nie lubi po prostu się przemęczać. Poruszam ten temat, bo minęło już ponad 3 lata odkąd sam porzuciłem bezpieczną przystań etatu i pracy 8 godzin dziennie. Ostatnio zainteresowałem się bardziej tym kim jestem – mówią, że freelancerem. Obserwuję kilka blogów i rozczytuję się w temacie. W ten sposób trafiłem na tosieoplaca.pl z Agnieszką Skupieńską na czele. Kilka dni temu udało mi się odbyć z nią konsultacje online.

To się opłaca!

Po pierwsze w ogóle fajnie jest jak ktoś spojrzy z dystansu. Po drugie dobrze jest otrzymać ocenę od osoby, która „siedzi” w temacie. Agnieszka w locie wyłapała moje mocne i słaby strony działania w sieci. Praktycznie ze wszystkimi jej argumentami mogłem się zgodzić i po rozmowie zacząłem wprowadzać je w życie. Dla mnie też rozmowa z kimś z polskiego rynku była bardzo istotna. Niby jeden świat, jedna Europa, a szukanie zleceneń w Polsce jest zupełnie innego do tego samego zadania w Niemczech. To właśnie w takich spotkaniach i treściach jakie ona publikuje jest fajne – czytam, działam, mam i idę dalej. Nie są to wyssane z palca czy przekopiowane z sieci ideały – to są po prostu dobre wskazówki.

to się opłaca

Fot. Franz Sussbauer

To się opłaca! Dla mnie najważniejszą różnicą pomiędzy etatem jest świadomość potrzeby samorozwoju i ciągłego kroczenia naprzód. Stołek na etacie w wielu przypadkach sprowadza się do zrzucania odpowiedzialności wyżej – ktoś ma myśleć za mnie co będę robił i jak na tym razem zarobimy. Kiedy jednak każdego ranka uruchamiam komputer czy słyszę trzask migawki na plenerze to wiem, że w moich rękach leży to co stanie się z tym dniem.

Dam radę!

Osobiście lubię ten model „pracy w domu”. Nie dalej jak wczoraj stanąłem przed wyborem – pojechać do Polski samochodem czy lecieć samolotem. Druga opcja w końcowym rozrachunku pomogła mi oszczędzić 5 dni (2 dni sama jazda + 3 dni na czekanie na przejazd). Oczywiście koszt samolotu z początku wydawał się dużo większy niż przejazd samochodem. Kiedy jednak w ręce freelancera wpada 5 dni pracy, to jest kilkanaście godzin możliwości na twórcze działanie i po krótkiej kalkulacji doszedłem do wniosku, że zamiast myśleć o różnicy w cenie paliwa, a biletu lepiej pomyśleć jak zarobić na tę różnicę i przestać się tym martwić…

Wszystkim którzy żyją tak jak ja i setki tysięcy innych freelancerów polecam spotkanie z blogiem Agnieszki. Dużo treści, mało lania wody i przynajmniej w moim przypadku w 99% same trafione porady! To się opłaca…

Chcesz być na bieżąco i nie przegapić kolejnego wpisu? Zapisz się na mój NEWSLETTER. Regularnie będę informował Cię o nowościach i ciekawostkach z moich podróży!


2 Comments

  1. Łukasz pisze:

    Mikołaj, trudno się z Tobą zgodzić.

    Uważam, że Twoja wypowiedź „Dla mnie najważniejszą różnicą pomiędzy etatem jest świadomość potrzeby samorozwoju i ciągłego kroczenia naprzód. Stołek na etacie w wielu przypadkach sprowadza się do zrzucania odpowiedzialności wyżej – ktoś ma myśleć za mnie co będę robił i jak na tym razem zarobimy.” jest mocno krzywdząca i po prostu nieprawdziwa. Prawda leży pośrodku.

    Praca na etacie również jest często związana z samorozwojem, jej potrzebą i ciągłym kroczeniem naprzód. Ramy stanowisk pracy nie muszą być jakimkolwiek ograniczeniem. Z drugiej strony znam freelencerów, którzy stoją w miejscu, nie mają potrzeby samorozwoju i żyją od zlecenia do zlecenia nie podejmując wyzwań. Stąd to nie sposób wykonywania pracy o tym decyduje, ale człowiek.

    Parafrazując Twoją dalszą wypowiedź – kiedy etatowiec odpala komputer, to wie, że w jego rękach jest to co stanie się z tym dniem. Przy czym i on i Ty masz pewne ograniczenia. Ty też nie masz pełnej kontroli nad tym, co się stanie bo jesteś ograniczony zleceniem, jego poszukiwaniem, itp. Piszę to jako osoba stojąca w pewnej części pośrodku – jako współwłaściciel dużej firmy mogę powiedzieć, że jestem i na etacie i freelancerem.

    • Dziękuję Łukasz za Twój komentarz. Oczywiście na samym początku wspomniałem, że nie chcę wrzucać wszystkich do jednego wora, ale pewnie ciężko to zrobić. Piszę zawsze z jakiejś perspektywy. Myślę, że bardziej celowałem w pracowników w mojej branży – reklama, PR, redakcje… Są pewnie zawody w których etat funkcjonuje z zasady lepiej niż praca na własną rękę. Piszę też ze swojej perspektywy – po 8 latach na etacie, gdzie po czasie widzę, że naprawdę zatrzymałem się w miejscu, a świadomość, że pensja i tak przyjdzie na czas rozleniwiała mnie jeszcze bardziej… To nie musi spotkać każdego – znam ludzi, którzy całe życie przepracowali na etacie i znam takich, którzy ani dnia nie przepracowali u kogoś… Różne są drogi i to jest najlepsze 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *